poniedziałek, 31 grudnia 2012

Egoistyczne postanowienia noworoczne, sztuk cztery

1. Schudnąć do min. 45 kg
Jeśli chodzi o ćwiczenia fizyczne to tutaj moja motywacja zazwyczaj leży. Gdy wreszcie zwlokę się do domu to mam nadal mnóstwo rzeczy do zrobienia. A gdy przed snem pomyślę, że muszę jeszcze poćwiczyć to oczy same automatycznie mi się zamykają. Z ćwiczeniem rano jest jeszcze większy problem, bo nie jestem w stanie wyjść z łóżka, chyba że słońce świeci mi w twarz i ptaszki ćwierkają (bardziej prawdopodobna wersja: i sąsiad trzepie dywan). 

Więc żeby się zmotywować ustanowiłam sobie nagrodę - za każdy zrzucony kilogram 100 zł na zakup ciuchów, butów czy kosmetyków i dodatków. Może być również na fryzjera czy kosmetyczkę. Szczerze mówiąc nie jestem absolutnie pewna ile ważę aktualnie (chyba coś około 50 kg), więc 1 stycznia wchodzę na wagę i od tej pory zaczynam liczyć. Planuję się ważyć raz na około 2 tygodnie, żeby widzieć jakieś efekty ;). Jako bonus mam zamiar mierzyć się również w talii, tak z czystej ciekawości (bo za to już nie ma nagród, przynajmniej na razie xD).

Jak to będę robić? Diety absolutnie do mnie nie przemawiają, po prostu uwielbiam jeść rzeczy, które mi smakują. Nie jem do końca "zdrowo", nie łykam żadnych witaminek... Ulubiona zupa? Barszcz czerwony z ziemniakami i solidną porcją skwarek. Ulubione drugie danie? Pieczonki (ziemniaki, marchewka, boczek, kiełbasa) lub pieczony kurczak. Co ciekawe to są jedyne potrawy, w których rzeczywiście jem ziemniaki - w innych ich po prostu nienawidzę i zawsze zastępuję ryżem. Ulubiony deser? Gorąca czekolada z porcją lodów i koglem-moglem. Czego nie cierpię? Z reguły dań wegetariańskich, szpinaku, wielu odmian spaghetti (ale kocham lasagne!). Odbiegłam od tematu! Otóż będę ćwiczyć! To znaczy ćwiczę! Gdy tylko na dworze znów zrobi się przyjemnie i będzie się dało wyjść w szortach na zewnątrz to znów będę jeździć na rowerze. Do tego czasu, żeby nie stracić formy jeżdżę na stacjonarnym - żeby się nie zanudzić przy okazji oglądam filmy. Po drugie, gdy nie pada i mój pies ma ochotę na coś innego niż spanie cały dzień w kojcu (szczerze mówiąc coraz rzadziej mu się chce) to idziemy na spacer. Niestety spacery są krótkie i dość powolne, bo biedak szybko się męczy. A jeśli na dodatek jest mróz, śnieg, albo niedawno padało to zaraz łapy mu marzną i nie chce dalej iść tylko próbuje mnie przekonać do poniesienia go. Spryciarz. Po trzecie wracam do starej, sprawdzonej szóstki Weidera. Największy plus? Zajmuje bardzo mało czasu, a okropnie męczy mięśnie brzucha! Jak na razie czas na nią znajduję bezproblemowo, ale to może zasługa tej przerwy świątecznej? Po czwarte: jem co chcę! xD

2. Zadbać o cerę, włosy, paznokcie, skórę i co tam jeszcze zostało do wymienienia
Na twarz mam lekarstwa od dermatologa, na paznokcie mam odżywkę poleconą mi przez dermatologa. Wcześniej jeszcze miałam krem przeciw przesuszaniu się skóry, ale jakoś ile razy idę do lekarza to mam pięknie nawilżoną (ciekawe jak to się dzieje...). Z włosami jest większy problem, bo od niedawna przetłuszczają mi się jak szalone. Powinnam myć codziennie, ale biorę je na przetrzymanie kiedy tylko mogę. Macie jakieś sprawdzone sposoby na to? Lekarka stara się mi dać hormony, ale jak na razie dzielnie się przed nimi bronię. Ogólnie mówiąc: zacząć więcej o siebie dbać. Skórę mam suchą, bardzo jasną i (niestety) skłonną do alergii, więc nie lubię eksperymentować z nowymi specyfikami, ale chyba muszę zacząć ;)

3. Przeczytać mnóstwo książek, a przynajmniej 50
Nie będę mówić: 30 min. czytania dziennie!, bo to w moim przypadku całkowicie nie ma sensu. Mój czas uzależniony jest od tak wielu zmiennych i niewiadomych, że czasami sama mam problem z określeniem, gdzie i co będę robić jutro. Więc powiem raczej: będę czytać kiedy tylko będę mogła, bo zdecydowanie mam co!

4. Odpuścić z pracą ;)
Często zdarza się taka sytuacja: 
Jestem umówiona z przyjaciółką na 19, wcześniej już byłam na 4 zajęciach na różnych uczelniach, a jeszcze czekają mnie dwie godziny udzielania korków. Obiad jem w samochodzie, stojąc na światłach w drodze do ucznia. I w tym momencie dzwoni telefon. Za pierwszym razem nie odbieram, bo torbę z telefonem mam w bagażniku. Gdy zaczyna buczeć po raz drugi to parkuję i sprawdzam kto to - numer zastrzeżony. Okazuje się, że to matka jakiegoś biednego dziecka, któremu przypomniało się nagle, że ma jutro klasówkę. I pytanie, czy mogę przyjechać JUŻ? Najlepiej za 10 minut, żeby <wstaw imię> mógł potem trochę odpocząć. W tym momencie mam wielką ochotę po prostu się rozłączyć, ale tłumaczę, że dzisiaj najwcześniej na 19 i że to będzie kosztować więcej niż normalna lekcja. Wtedy zazwyczaj słyszę "dobrze, to ja się zastanowię i ewentualnie oddzwonię". Zdarza się, że po intensywnych poszukiwaniach biedna matka nie znajdzie żadnego innego korepetytora i rzeczywiście oddzwania... o 18.50. I pierwsze, co słyszę po odebraniu: "to będzie pani o 19 u <wstaw imię>?". Wtedy muszę przekładać spotkanie z przyjaciółką, zazwyczaj na inny dzień, bo nigdy nie wiadomo ile czasu spędzę z tym dzieckiem. I wprawdzie zarobię więcej, ale muszę zacząć mówić "nie, niestety dzisiaj nie jest to możliwe". W końcu kiedyś trzeba odpocząć!

niedziela, 30 grudnia 2012

30 rzeczy z 2012 roku


  1. W styczniu kupiłam nowego laptopa w całości za swoje pieniądze.
  2. W lutym trafiłam na pogotowie przez złą reakcję na leki.
  3. W marcu głównie uczyłam się do matury.
  4. W kwietniu byłam na dniach otwartych paru politechnik
  5. W maju napisałam matury! Na szczęście nie muszę już ich powtarzać ;)
  6. W czerwcu odpoczywałam od nauki, spotykałam się ze znajomymi i świętowałam początek lata.
  7. W lipcu byłam na kursie hiszpańskiego w Empiku.
  8. W sierpniu rozpoczęłam moją pierwszą pracę.
  9. We wrześniu byłam na Campusie Akademickim.
  10. W październiku rozpoczęłam studia na dwóch kierunkach.
  11. W listopadzie byłam na kursie hiszpańskiego w AIESEC.
  12. W grudniu uczestniczyłam w finale Szlachetnej Paczki.
  13. Szkołę w Nowym Roku rozpoczęłam od stłuczki (a na lekcje w końcu nie dotarłam ;)
  14. Podczas przygotowań do matury z angielskiego przerobiłam 4 książki.
  15. Podczas przygotowań do matury z matematyki zrobiłam około 1500 zadań.
  16. Opanowałam hiszpański na poziomie B1 niemalże od zera metodą samouctwa. Potem byłam na kursach żeby mieć z kim pogadać ;)
  17. Przez cały rok udzielałam korepetycji, co podreperowało mój budżet.
  18. Przez 4 miesiące pracowałam ;)
  19. Byłam wolontariuszką!
  20. Byłam na rajdzie samochodowym (dwa razy!)
  21. Byłam immatrykulowana przez Rektora ;)
  22. Ukończyłam szkolenie euroKobiety i dostałam certyfikat.
  23. Dostałam stypendium zamawiane.
  24. Przeczytałam około 20 książek.
  25. Obejrzałam około 95 filmów (większość bez napisów po angielsku lub hiszpańsku).
  26. Udało mi się zaoszczędzić całe 5000 zł!
  27. Jak zawsze, dwa razy miałam zapalenie zatok (czerwiec i wrzesień).
  28. Przekłułam sobie uszy! 
  29. Utrzymuję bliski kontakt z dwoma osobami z liceum, zaś z czterema innymi rozmawiam od czasu do czasu ;)
  30. Stałam się dużo bardziej zorganizowana i systematyczna.

czwartek, 27 grudnia 2012

I po świętach!

Ach du lieber Nikolaus,
komm ganz schnell in unser Haus!
Hab’ so viel an dich gedacht,
hast du mir was mitgebracht?



Święta się skończyły, czas wracać do pracy! Z zadowoleniem stwierdzam, że wszystkim spodobały się zakupione przeze mnie prezenty, sama również nie jestem rozczarowana, bo dostałam dokładnie to, o co prosiłam ;) Te trzy dni spędziłam z rodziną na błogim lenistwie, jedzeniu, oglądaniu Kevina, układaniu puzzli, jedzeniu, graniu na Playstation (do tej pory mam zakwasy...) no i jedzeniu! Koniec wolnego, czeka mnie teraz mnóstwo pracy - przynajmniej przez najbliższe trzy dni.

Załapałam się na stypendium! Nawet jestem druga na liście, dzięki czemu podobno czekają mnie jeszcze jakieś dodatkowe atrakcje. Jak na razie wszystko (oprócz kochanej fonetyki) mam zaliczone, ale przez moją półtora tygodniową chorobę przed świętami mam spore zaległości w notatkach i oddawaniu rzeczy "na zaś". Przede wszystkim chodzi o grafikę inżynierską, informatykę i ochronę środowiska. Muszę jeszcze pouczyć się do egzaminu z chemii i oczywiście na filologię. Ogólnie plan na teraz mam wypełniony i jestem w trakcie tworzenia zarysu przyszłego roku. Na pewno nie będą to żadne "postanowienia noworoczne", ani lista "to muszę zrobić" - raczej coś w stylu "za rok chciałabym...". 

W tym roku zapisywałam dokładnie co i ile wydaję. Największe wydatki to zdecydowanie paliwo, na drugim miejscu są książki - cała reszta to "te drobne rzeczy" tu 6, tu 15 zł, tam 2 i tak dalej. Od października moje wydatki zdecydowanie wzrosły - więcej jeżdżę autem (w listopadzie na paliwo wydałam 450zł!) i musiałam kupić kilka książek. Na prezenty wydałam 300 zł, czyli w miarę standardowo.

Jeśli chodzi o oszczędności to jak na razie nie mam o czym mówić. To znaczy łącznie na wszystkich kontach, lokatach, portfelach itd. mam te zamierzone 2000zł, jednak ciągle czekam na wypłatę stypendium. Podobno mamy je dostać 28 grudnia, ale nadal wszystko się może zmienić. Mimo to ten punkt mam zaliczony, bo kasa mimo wszystko jest!

Jak na razie wzięłam udział w dwóch szkoleniach - euroKobieta i Akademia PARP. Aktualnie uczestniczę też w kursie na platformie Coursera (Think Again: How to Reason and Argue) więc można powiedzieć, że  ten punkt mam zrealizowany.

W ten sposób 7 punktów przygotowanych na 2012 rok mam zrealizowanych. Poszło nieźle, większych problemów nie było. Na przyszły rok też przygotowuję taką listę - luźne rzeczy do zrobienia. Jak już pisałam wcześniej, w osobnej notce opiszę moje oczekiwania co do przyszłego roku. Na razie dopiero rozmyślam co chciałabym w niej umieścić - pewnie będą to ogólniki, bo nie lubię planować z aż takim wyprzedzeniem ;)

wtorek, 18 grudnia 2012

Now everything has changed...

5 stycznia 2008. Tego dnia zaczęłam oglądać Gossip Girl wraz z moimi przyjaciółkami. Pochłonęłyśmy wszystkie odcinki (wtedy dopiero 12) w jeden weekend. I wszystkie zgodnie nie mogłyśmy się doczekać kolejnego! Byłyśmy w drugiej klasie gimnazjum, bohaterowie serialu niewiele starsi, na dodatek bogaci, popularni no i mieszkający w Nowym Jorku! Jak mogłyśmy nie ulec? Byłyśmy oczarowane i zafascynowane, z utęsknieniem czekałyśmy na kwiecień z kolejnymi odcinkami. I właśnie od kwietnia 2008 roku we wtorkowe popołudnia systematycznie oglądałyśmy Gossip Girl. Serial do tego stopnia nas pochłonął, że zaczęłyśmy nazywać siebie nawzajem "na wzór" postaci, tzn. pierwszymi literkami imienia - S. N. M. K. A. Wtedy jeszcze królowało gadu gadu i smsy, więc powoli coraz więcej osób z naszego otoczenia dostawało "własną literkę" - P. F. W. E. Wtedy dosłownie wszyscy wiedzieli co ostatnio działo się w GG. Niesamowite!

Ale w końcu gimnazjum się skończyło, do tego samego liceum poszłyśmy już tylko we czwórkę - S. N. M. K. Fascynacja serialem zmalała, ale nadal co tydzień oglądałyśmy nowy odcinek. Nadal komentowałyśmy, marzyłyśmy, wymyślałyśmy "co by było gdyby". W kółko słuchałyśmy piosenek z serialu. Trochę zaczęłyśmy się od siebie oddalać - byłyśmy w różnych klasach, miałyśmy wielu innych znajomych. Jednak na kolejne spekulacje zawsze znalazłyśmy czas. Gdy nadeszła klasa maturalna nie byłyśmy ze sobą już tak blisko - spotykałyśmy się na imprezach, na urodzinach, na święta... Wraz z napisanymi maturami skończył się piąty sezon Gossip Girl. Miałyśmy mieszane uczucia - to już nie to, co kiedyś; to byłby ładny koniec serialu; czy warto to kontynuować? 

I w październiku, wraz z naszą rozłąką zaczął się ostatni, najkrótszy sezon. Studiujemy wprawdzie blisko siebie, ale ja zdołałam utrzymać codzienny kontakt tylko z jedną moją przyjaciółką. Wprawdzie widujemy się co dwa tygodnie, ale rozmawiamy niemalże codziennie. Z całego mojego "alfabetu znajomych" zostało S. i N. I właśnie dzisiaj, wraz z ostatnim odcinkiem Gossip Girl kończy się dla nas pewna epoka. W ciągu tych lat zdecydowanie wydoroślałyśmy, znalazłyśmy swoje pasje, nawiązałyśmy mnóstwo przelotnych znajomości i trwałych przyjaźni, wiele się nauczyłyśmy i nadal staramy się urzeczywistnić marzenia. I tak jakoś dziwnie myśleć, że już nie będzie smsa "OMG! widziałaś nowe GG?!" o przedziwnych porach dnia i nocy ;). Mam tylko nadzieję, że kolejna nasza tradycja - własne "święta" 28 grudnia, przetrwa jeszcze wiele kolejnych lat...

XOXO
S.


niedziela, 16 grudnia 2012

Warsztaty językowe AIESEC

Wczoraj byłam na gali podsumowującej ostatnią edycję warsztatów językowych AIESEC. Pożegnaliśmy naszych praktykantów, dostaliśmy certyfikaty, zrobiliśmy sobie ostatnie zdjęcia. Warsztaty trwały 8 tygodni, w założeniu miałam mieć 4 godziny zajęć tygodniowo, ale ponieważ w mojej grupie były 3 osoby to miałyśmy tylko 2 godziny. Mimo tego zdecydowanie było warto! Dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o Wenezueli i całej Ameryce Południowej, a także utrwaliłam gramatykę hiszpańską. Jednak przez większość tego czasu zwyczajnie rozmawialiśmy, oczywiście po hiszpańsku. Favio, nasz praktykant, wskazywał różnice między hiszpańskim w Hiszpanii, Wenezueli, Meksyku czy Argentynie. Zajęcia nie wyglądają jak typowa lekcja, bardziej jak spotkanie przyjaciół, podczas którego jeden z nich tłumaczy jakieś zagadnienia. Naprawdę nie przypuszczałam, że po roku nauki będę w stanie odbyć całkowicie normalną, bezstresową rozmowę z Wenezuelczykiem! Co więcej, rozumiałam 90% tego co mówił Favio, a gdy miałyśmy problemy to najpierw zasypywał nas masą synonimów, potem próbował wytłumaczyć słówko po hiszpańsku, a jak nadal nic nam w głowach nie świtało to podawał angielski odpowiednik. Rozmawialiśmy o naszych kulturach, studiach, zwyczajach, świętach, pozycji kobiet w społeczeństwie (!) czy planach na przyszłość. Spędzaliśmy świetnie czas, "przy okazji" powtarzając wszystkie czasy, poprawiając wymowę i akcentowanie, ucząc się nazw części mowy po hiszpańsku, a także całej masy innych rzeczy. Wcale nie czułam się jak na zajęciach językowych, cała nauka była "przemycana" a to chyba najlepszy sposób! Ani trochę nie żałuję tego czasu i całych 100 złotych wydanych na te warsztaty. Kolejna edycja podobno w okolicach marca, zapewne również się zapiszę ;)
Poniżej filmik promujący AIESEC, który pokazali nam wczoraj na gali:


A tutaj drugi filmik prezentujący czym jest AIESEC:



środa, 12 grudnia 2012

Się rozchorowałam ;(

As a rule, man is fool;
When it's hot, he wants it cool;
When it's cool, he wants it hot;
Always wanting what is not.
Anonymous

Wytrzymałam całe dwa tygodnie codziennych ataków zarazków, zarówno w domu, na uczelniach, jak i na korepetycjach. No i niestety odporność skończyła mi się wczoraj ;(. Byłam dzisiaj tylko na kolokwium z fonetyki, a poza tym siedzę w domu i szprycuję się lekami, bo w piątek mam ważną prezentację i ostatnie 4 godziny hiszpańskiego! 

Dzięki zapchanemu weekendowi mam strasznie dużo do nadrobienia, a tu głowa nie może się na niczym skupić, więc zaległości rosną... Mam jeszcze do napisania, co zrobiłam w poprzednim tygodniu, no to tak:

Tydzień czwarty
  1. Byłam na spotkaniu organizacyjnym w sprawie kierunku zamawianego i dowiedziałam się, że to wszystko jeszcze potrwa, a stypendium dostaniemy pewnie dopiero w lutym...
  2. Byłam na spotkaniu podsumowującym akcję "Wolontariat Katowice 2012" - był wiceprezydent miasta, darmowa herbatka i gra w kręgle. W podziękowaniu każdy dostał zegarek i ręcznik, a ci najbardziej aktywni - walizki.
  3. Kupiłam rodzince prezenty na gwiazdkę.
  4. Zrobiłam zadania z matmy z funkcji + napisałam kolokwium
  5. Zadania z chemii ze stechiometrii + napisałam kolokwium
  6. Napisałam kartkówkę z fonetyki z dyftongów
  7. Zaprezentowałam prezentację o uzależnieniach (zaliczyłam!)
  8. Napisałam kolokwium z języka biznesu
  9. Byłam na wizycie kontrolnej u lekarza
  10. Przepracowałam 5 godzin na korepetycjach
  11. Niestety nie dałam rady być na hiszpańskim
  12. I nie byłam na wfie
  13. Cały weekend spędziłam w magazynie Szlachetnej Paczki
  14. Byłam zaszczepić psa (wścieklizna+choroby zakaźne)
  15. Na mikołaja dostałam 2,5 kg czekolady <3
  16. Robiłam powtórki w Anki.
  17. Uaktualniłam moje CV
Nie było tego dużo, ale też nie notowałam codziennie co udało mi się zrobić, więc nie wiem czy to na pewno wszystko. Za to wiem na pewno, że ten tydzień był okropnie męczący fizycznie... Pewnie dlatego muszę to wszystko teraz odchorować. ;(

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Po finale Paczki

Już po finale Paczki, została za to masa roboty papierkowej do uzupełnienia. Jestem wykończona, cała w siniakach, zakwasach, z połamanymi paznokciami i niewyspana. Ale przeszczęśliwa! Widząc wyraźną ulgę, zadziwienie, zachwyt i ogromne szczęście na twarzach obdarowanych było tego warte! Wiele łez się polało, wiele gardeł zamarło i wiele par oczu nie mogło w to wszystko uwierzyć. Nanosiłam się kartonów jak nigdy, ale jakoś wszystko wydawało się lekkie i nawet nie przeszkadzało wynoszenie na 3 czy 4 piętro na ciaśniutkich klatkach schodowych kamienic, gdzie mieszkania są straasznie wysokie. Atmosfera w magazynie jest absolutnie niepowtarzalna - wszyscy pomagają, wolontariusze mieszają się z darczyńcami i osobami pomagającymi fizycznie. Wszyscy zgodnie, bez szemrania lecą do samochodów po usłyszeniu hasła "wnosimy kartony!". Wszyscy się jednoczą, chwilę odpoczywają popijając herbatkę i przegryzając ciasteczka, żeby zaraz wrócić do pracy. Za moment przyjdzie jakaś starsza pani mówiąc, że nie jest w stanie sama przygotować paczki, ale zebrała z koleżankami trochę jedzenia i... to "trochę" okazuje się mieścić w 6 pokaźnych torbach. Wolontariusze chwilę się naradzają i już wiadomo, do której rodziny trafią. Ktoś krzyczy, że potrzebuje kolejny samochód, bo już dwa są pełne, a kartony nadal czekają na załadowanie. I już zgłaszają się kierowcy, po chwili jadą wszyscy na drugi koniec miasta, gdzie zaskoczona rodzina nie może uwierzyć, że paczka dla nich przyjechała aż trzema autami!

Kto tego nie zobaczył na własne oczy to nigdy nie będzie w stanie sobie tego wyobrazić. Szlachetna Paczka bardzo się różni od typowych "zbieranin" dla potrzebujących. Kartony są pięknie opakowane (niektóre mają nawet kokardy!), wypełnione są starannie wybranymi przedmiotami (bardzo często nowymi) i przede wszystkim spersonalizowane. Dlatego też każdy karton jest opisany - musi trafić do odpowiedniej rodziny. Po dostarczeniu paczki jest ogromne zadziwienie, szok - bo jak to tak, wszystko dla nas? Większość spodziewa się jednego, może dwóch kartonów. A często dostaje 10, 15, czasem nawet 40! Jest to ogromna radość - dla rodzin, wolontariuszy i darczyńców. 

Bardzo często rodziny nie są przyzwyczajone do dostawania jakiejkolwiek pomocy, oprócz alimentów czy zasiłku na dzieci. Dlatego też widok tylu produktów na raz (często zwyczajnie nie da się wejść do mieszkania z tyloma rzeczami) jest dla nich takim wielkim zdziwieniem, ale też szczęściem. Dzięki wcześniejszemu zweryfikowaniu rodziny (przez wolontariusza, lidera zespołu, lidera rejonu, lidera regionu, itd...) wszystkie rodziny roszczeniowe nie są kwalifikowane do programu. Nie są to osoby, które utrzymują się ze swojej biedy i nie chcą zmienić swojej sytuacji. Dlatego warto im pomagać ;)

A w styczniu jak co roku WOŚP! 

sobota, 8 grudnia 2012

Jak wygląda CV studenta?

Mniej więcej raz w miesiącu aktualizuję moje CV. Lubię wiedzieć, czy zrobiłam przez ten czas coś wartego uwagi, czy coś się zmieniło, czy mogę coś wpisać, a może coś usunąć. W tym miesiącu mój życiorys troszkę zmienił formę.

Obecnie mam 6 nagłówków: wykształcenie, działalność studencka, wolontariat, języki obce, umiejętności i kompetencje oraz dodatkowe informacje. Postaram się krótko omówić co gdzie jest.

Na samej górze jest napisane moje nazwisko, poniżej moje dane osobowe. Następnie mamy pierwszy nagłówek: wykształcenie. Tutaj w moim przypadku mieszczą się jedynie studia (uznałam, że nie warto wpisywać liceum). Wygląda to tak: uczelnia, wydział, kierunek, typ studiów. Wszystko jest przejrzyste i czytelne, każda informacja jest w nowej linijce (na jeden kierunek mam 4 linijki tekstu).

Drugi nagłówek to działalność studencka. Tutaj wpisałam uczestnictwo w programach - kierunek zamawiany i zainSTALuj się. Następnie od myślników wypisane są wszystkie ważne aktywności jakich się podjęłam w ramach danego programu. Tutaj także mam zamiar zapisywać szczególne osiągnięcia.

Trzeci nagłówek to wolontariat. Jak łatwo się domyślić jest to lista akcji, w których uczestniczyłam (bądź uczestniczę nadal). Najpierw piszę nazwę, następnie obowiązki i na końcu organizatora. Oczywiście wszystko w osobnych linijkach.

W czwartym nagłówku - języki obce - mam wypisane 3 pozycje: angielski, niemiecki i hiszpański. Przy każdym z nich mam napisany poziom językowy (np. poziom samodzielności B1). Poniżej jakieś uzasadnienie (czemu akurat ten poziom ;), matura, certyfikat, czy ukończony kurs językowy. Nie piszę całości, jedynie te najistotniejsze, najnowsze osiągnięcia (np. nie wypisuje wszystkich kursów z angielskiego, jedynie maturę).

W piątym nagłówku są moje umiejętności i kompetencje. Jak na razie są tam dwie pozycje - obsługa komputera i prawo jazdy. Tutaj również mam informację o certyfikacie i odbyciu szkolenia z euroKobiety. Wszystkie tematy szkolenia, które przerobiłam mam tutaj wypisane (od myślników).

W szóstym nagłówku znajdują się dodatkowe informacje. Ciągle zastanawiam się, co można tutaj umieścić. Jak na razie wpisałam umiejętności miękkie (zdolności organizacyjne, praca pod presją czasu itd.), pewnie wymyślę coś jeszcze i dopiszę później.

Co jakiś czas lubię też pisać sobie "cv z przyszłości", tzn. wpisuję cele, szkolenia, akcje, w których chcę uczestniczyć. Wszystko zapisuję z konkretną datą, np. marzec 2013. Fajnie tak otworzyć sobie w marcu ten plik i zobaczyć ile zdołałam zrobić, a co okazało się fiaskiem. To również dobry sposób na motywację ;) Jeśli chodzi o moje stare "cv grudzień 2012" to po otwarciu przeżyłam szok! Zrobiłam dużo więcej niż miałam zaplanowane ;) Strasznie się ucieszyłam i oby tak było nadal!

A teraz idę spać, bo jutro znów Paczkowy magazyn otwarty od rana!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Podsumowanie tydzień 3

Mimo wszystko coś udało mi się zrobić. Tydzień dość zabiegany, ale jakoś to idzie.
  1. Byłam u dermatologa (planowana wizyta od dawna)
  2. Dopisałam do Anki narodowości K-O
  3. Ćwiczyłam wymowę dyftongów
  4. Opracowałam rozdział 14 i 15 książki do językoznawstwa
  5. Zrobiłam ściągę na fizykę...
  6. i napisałam z niej kolokwium.
  7. Byłam na WFie (trening wysiłkowy, masakra!)
  8. Przeczytałam rozdział 12 i 13 książki do historii
  9. Byłam u przyjaciółki (w ramach odpoczynku)
  10. Nie byłam na zajęciach: gramatyka, konwersacja (oba bo lekarz), fonetyka (bo kolokwium z fizyki było), matematyka (bo mi się nie chciało ;), język biznesu (bo byłam na ochronie środowiska)
  11. Przepracowałam 4 godziny na korkach (2 uczniów nie mogło niestety w tym tygodniu)
  12. Zdobyłam notatki z HESu
  13. Obejrzałam El Barco (4 odcinki)
  14. Byłam na hiszpańskim (2 godziny z Favio xD)
  15. Zrobiłam prezentację o uzależnieniach na socjologię
  16. Zrobiłam ostatnie zadanka z matematyki (w czwartek kolokwium!)
  17. Zrobiłam przedostatnie zadanka z chemii (we wtorek kolokwium!)
  18. Zrobiłam ćwiczenia z Indirect speech z Vince'a
  19. Byłam na happeningu Szlachetnej Paczki
  20. Znalazł się darczyńca dla mojej rodziny - rozmawiałam z nim przez telefon (14 min !)
  21. Odebrałam mój nowy kalendarz na biurko na 2013 rok ;)
Z jednej strony sporo, z drugiej mało zrobiłam. Ogólnie mówiąc zrobiłam sobie tydzień odpoczynku i wyszło mi to zdecydowanie na dobre. Teraz czekają mnie dwa tygodnie wytężonej pracy i znów troszkę luzów. Byle do świąt!

Postanowienia w sprawie filologii:
Mam zamiar zaliczyć przynajmniej pierwszy semestr. Jeśli w lutym zdecyduję, że mam całkowicie dość to rzucę ten kierunek. Na razie jednak nie chcę marnować tej intensywnej nauki i "coś" z tego mieć. Mam zamiar mniej czasu poświęcać przedmiotom z filologii - same minimum powinno już wystarczyć. Najgorsza sytuacja jest z literaturą, historią i fonetyką, bo całkowicie tych przedmiotów nie mogę ogarnąć. Ale jakoś to idzie... ;)

niedziela, 2 grudnia 2012

Zostań bohaterem!

Wciąż ponad 2000 rodzin czeka na pomoc w projekcie Szlachetna Paczka. Zostań ich bohaterem - zrób im paczkę na święta! Z przyjaciółmi, rodziną, kolegami z pracy - zaangażuj znajomych i pomóż innym! 

Najwięcej oczekujących rodzin jest w województwie świętokrzyskim i lubelskim, ale na pewno również w Twojej okolicy są osoby potrzebujące!

Chcesz pomóc, ale nie jesteś w stanie zorganizować paczki?
  1. Możesz przelać dowolną kwotę na finansowanie Szlachetnej Paczki, 
  2. Możesz wysłać SMS o treści PACZKA pod numer 75 465 (5zł+vat),
  3. Możesz przekazać 1% swojego podatku na Stowarzyszenie Wiosna.

Wbrew pozorom akcja Szlachetnej Paczki jest dość kosztownym przedsięwzięciem - materiały promocyjne, happeningi, szkolenia, materiały dla wolontariuszy (potrzebne do załatwienia papierkowej strony Paczki), wynajem magazynów... To wszystko kosztuje, ale jest konieczne do istnienia Paczki. Zostań dobroczyńcą i...

Wspomóż Paczkę! 

SZLACHETNA PACZKA w przemyślany sposób łączy tysiące ludzi:
  • Rodziny w potrzebie, które z niezawinionych przyczyn znalazły się w trudnej sytuacji,
  • Wolontariuszy, którzy nie boją się wejść w świat biedy i sami znajdują w swoim otoczeniu ludzi w trudnej sytuacji, 
  • Darczyńców, którzy dla konkretnych rodzin przygotowują PACZKI, 
  • i Dobroczyńców, którzy wprawiają w ruch koło dobroci. 

Bez Ciebie Paczka się nie odbędzie!

Jak zrobić paczkę?

sobota, 1 grudnia 2012

Rzucić czy zostawić?

Szczerze zastanawiam się nad rzuceniem filologii. Zaczęłam nawet robić listę "pros&cons".

Rzucić:

  1. Nie tego oczekiwałam po tych studiach. Tempo nauki języka jest masakrycznie powolne, za to ogromny nacisk jest kładziony na historię, literaturę i łacinę. Coraz mniej chce mi się chodzić na zajęcia.
  2. Mało uczą, dużo wymagają. Wiem, że studia polegają na samodzielnej nauce, ale jak można bez jakichkolwiek zapowiedzi sprawdzać znajomość nazw geograficznych (ktoś wie może gdzie leży Dżibuti i Kiribati?).
  3. Jestem w ciągłym pośpiechu i nie mam czasu dla siebie. Ostatnio 3 kawy i 1 posiłek dziennie to norma. Na dłuższą metę tak się niestety nie da.
  4. Kompletnie nie mam czasu na życie towarzyskie. W tym tygodniu byłam u przyjaciółki na chwilę i przez to mam ogromne zaległości w obowiązkach.
  5. Prowadzący zajęcia ciągle powtarzają, że przygotowują nas do pracy w roli tłumacza. Przed podjęciem studiów nigdzie nie było to napisane, miał być po prostu angielski w biznesie. Praca tłumacza (bez obrazy) jest dla mnie zbyt żmudna i monotonna, więc nie chcę jej wykonywać "na stałe" (dopuszczam jakieś krótkie zlecenia w nagłych wypadkach podreperowania budżetu).
  6. Mogłabym bardziej skupić się na inżynierii, chodzić na wszystkie zajęcia i mieć lepsze wyniki. Od drugiego semestru mają się zacząć dodatkowe zajęcia - chętnie bym na nie chodziła.
  7. Nie jestem pewna, czy te studia rzeczywiście są mi do czegoś potrzebne. Od dawna moim marzeniem jest emigracja do Austrii, gdzie angielski może się przydać, ale nie musi.
  8. Miałabym więcej czasu na naukę niemieckiego, może na jakieś kursy dokształcające.
  9. Stresuję się, jestem nerwowa i z tego wszystkiego zaczęłam przybierać na wadze. Nie mam kiedy poćwiczyć, czy się zrelaksować, gdy ciągle nade mną wisi wizja nieodrobionych zadań.
  10. Może lepszym pomysłem byłoby po prostu zdanie egzaminu z business english? Filologów jest już ogromna ilość na rynku pracy, więc po samej filologii na pewno nie ma co robić. Chyba muszę skupić się na możliwych możliwościach zatrudnienia, a w tym wypadku zdecydowanie wygrywa inżynieria - zarówno w Polsce, jak i za granicą. 
Zostać:
  1. Kryzys jest i nigdy nie wiadomo, co się może człowiekowi przydać. A nuż będzie potrzebny inżynier po filologii?
  2. Obecne odczucia mogą być przelotne - nie chcę później tego żałować. Nie chcę zamykać sobie żadnych ścieżek rozwoju.
  3. Może wszystko się wreszcie rozkręci i zaczną się przedmioty kierunkowe. Już niedużo zostało do końca semestru, może warto poczekać i zobaczyć jakie przedmioty będą na drugim?
  4. Mam dużo zajęć, ale nadal daję radę. Gdybym odpuściła i nie chciała mieć ze wszystkiego piątek na pewno byłoby mi łatwiej (ale niestety tak nie umiem ;)
Ehh... Mam przed sobą ogromny dylemat i coraz bardziej skłaniam się ku rzuceniu tego. Z drugiej strony nie chcę być nieodpowiedzialna - zajęłam komuś miejsce, więc teraz powinnam to kontynuować. Ale też nie byłabym jedyną, która zrezygnowała - najpierw na kierunku było 50 osób, zostały już tylko 44. Na pewno zdjęłabym z siebie ogromny ciężar i mogła wyciągnąć więcej z politechniki, a przede wszystkim odpoczęła.  Bardzo bym chciała spojrzeć na to z zupełnie innej perspektywy i ocenić całą sytuację obiektywnie...

poniedziałek, 26 listopada 2012

Podsumowanie tydzień 2

W tym tygodniu intensywnie pracowałam, co oczywiście odbiło się na moim zdrowiu. Niestety musiałam zwolnić i nie zrobiłam wszystkiego, co chciałam. Ale mam nadzieję, że i tak poszło mi nieźle ;) Zaległości mam z czytaniem i oglądaniem El Barco - jakoś nie mogę się za to zabrać.

  1. Napisałam kartkówkę z fonetyki.
  2. Zaliczyłam projekt nr 2 na 5 (z grafiki inżynierskiej: połączenie śrubowe)
  3. Napisałam kolokwium z niemieckiego (z gramatyki ;)
  4. Dopisałam do Anki narodowości na litery E-J
  5. Zrobiłam zadania z matmy
  6. Zrobiłam zadania z chemii
  7. Opracowałam rozdział 6 z fizyki (Podstawy fizyki - Halliday)
  8. Byłam na WFie
  9. Umyłam samochód (no dobra, nie sama, ale przynajmniej go odstawiłam na myjnie i jest czysty :)
  10. Zrobiłam sobie zakupowe szaleństwo (caaałe 3 bluzki)
  11. Opuściłam tylko jedne zajęcia (ćwiczenia z chemii, bo musiałam iść na kolokwium z niemieckiego)
  12. Z powodu całkowitego wykończenia nie byłam na hiszpańskim i dlatego też
  13. zaniosłam wypowiedzenie i wraz z początkiem grudnia nie jestem już zatrudniona ;)
  14. Za to nadal pracuję z dzieciakami - w tym tygodniu to oczywiście 6 godzin.
  15. Zrobiłam śliczną prezentację o Placu Weneckim na łacinę
  16. Opracowałam kolejne dwa rozdziały książki z językoznawstwa
  17. No i oczywiście kolejne dwa książki do historii UK
  18. Wpisałam mnóstwo słówek do Anki (grammar, business english, reading comprehension)
  19. Z ostatniej kartkówki z języka biznesu dostałam 5 (jako jedna z nielicznych ;o)
  20. Byłam na wykładzie (wyjątkowo) i ćwiczeniach (jak zawsze) z matematyki
  21. W ramach odpoczynku (teraz już obowiązkowego...) obejrzałam filmy: Twilight, One Day i Waiting For Forever
  22. A w ramach multitaskingu (nie umiem inaczej...) podczas oglądania jeździłam na rowerku (oczywiście nie ciągle ale 14 km przejechałam)
  23. Napisałam kolokwium z rozumienia tekstu (inaczej mówiąc: ze słówek)
  24. Powtórzyłam 1383 słówka w Anki
Zostań bohaterem! Zmień świat na lepsze! Nadal ponad 4000 rodzin czeka na darczyńcę! Wybierz rodzinę i podaruj im uśmiech na święta! Następna taka okazja dopiero za rok! www.szlachetnapaczka.pl

piątek, 23 listopada 2012

Przemęczenie - czas zwolnić tempo

No i się zaczęło. Ciało wytrzymało nowe tempo życia całe dwa miesiące i powoli zaczyna się buntować. Nie cierpię być w jakikolwiek sposób ograniczona, ale wiem kiedy trzeba zwolnić (I've learned that the hard way...). Ostatnio "kręci mi się świat", naprzemiennie nie mogę spać i jestem ciągle śpiąca, no i zaczynają mnie boleć zęby. W moim przypadku te zęby są typowym wyznacznikiem kiedy muszę przestać. Czemu akurat zęby mnie bolą gdy mam za duże tempo, za dużo zadań i za dużo stresu? Nie mam zielonego pojęcia. Ale wiem, że kiedy odpocznę to wszystko wróci do normy. Właśnie z tego powodu zaniosłam dzisiaj wypowiedzenie, jeszcze 2 tygodnie i kończę pracę. W tym momencie powinnam być na hiszpańskim, ale dzisiaj odpuszczam wszystko i się relaksuję, odstresowuję, odpoczywam. Co jak co, ale zdrowie jednak jest jedną z najważniejszych rzeczy i trzeba o siebie zadbać. Sam kurs hiszpańskiego kończy mi się już 14 grudnia, czyli będę miała jeszcze tylko 3 spotkania (na które muszę iść). Zaś mój wolontariat w Szlachetnej Paczce ma finał 8,9 grudnia, czyli później właściwie już nie mam zajęć z tego tytułu. 

Niestety moja natura pracoholika nie pozwala mi pomyśleć o spokoju "o! od połowy grudnia będę miała więcej czasu wolnego! pora na odpoczynek!", zamiast tego w głowie plątają mi się przeróżne pomysły co tu zacząć robić, żeby zająć ten czas. Szczerze mówiąc mam już kilka propozycji.

1. Hiszpański w biznesie
Jakoś ciągnie mnie do tego języka i nie potrafię się oderwać. Z jednej strony chciałabym go traktować jak hobby, ale znam się i wiem, że jak zacznę się uczyć to na pewno nie z doskoku. Nawet znalazłam już interesującą mnie książkę! Jest to seria "Socios", są to dwa podręczniki - (A1-A2) i B1. Cena nie jest wygórowana, więc bez problemu mogłabym zająć się najpierw częścią pierwszą, a potem drugą i zakończyć naukę na tym poziomie. Bardzo kusząca propozycja!

2. Niemiecki 
Na lektoracie na studiach zwyczajnie mi się nudzi, więc na niego nie chodzę (piszę za to kolokwia). Reszta grupy na poziomie B1 będzie dopiero na 3 roku... Zakładając, że dotrwam i nie zrezygnuję wcześniej (a na razie się na to nie zapowiada) to pewnie przez te dwa lata "cofnę się w rozwoju". Zastanawiam się, czy nie zadzwonić do mojej nauczycielki i nie umówić się na lekcje - chociaż raz w tygodniu po godzinie. Z dnia na dzień coraz bardziej podoba mi się ta propozycja!

3. Niemiecki w biznesie
Inna kwestia mojego "zawieszenia" na studiach to odmiana biznesowa języka. Ja nigdy się jej nie uczyłam, a grupa od początku idzie tym tokiem. Na lektoracie mamy "Unternehmen Deutsch Grundkurs" (A1-A2), zastanawiam się czy nie kupić "Unternehmen Deutsch Aufbaukurs" na poziomie B1. Cena książki wraz z podręcznikiem jest przystępna, więc poważnie rozważam tę opcję.

4. Korepetycje z hiszpańskiego
To pomysł mojej mamy, ale nie jestem co do niego aż tak przekonana. W mojej okolicy jest mało dzieci uczących się hiszpańskiego, a szczerze mówiąc nie mam ochoty uczyć dorosłych. Z drugiej strony korepetytorów jest dużo mniej, więc cena lekcji pewnie byłaby wyższa. Zastanawiam się nad zamieszczeniem ogłoszenia w sieci.

5. Wolontariat - pomoc dzieciom w formie korepetycji
Już dawno dowiedziałam się o Akademii Przyszłości, ale ciągle nie jestem co do tego przekonana. Projekt polega na pomaganiu dzieciom uwierzyć w siebie nie tylko poprzez pomoc w nauce. Patrząc bardziej lokalnie, znalazłam fundację w moim mieście, która poszukuje wolontariuszy-korepetytorów języka niemieckiego dla dzieci. Pomysł bardzo mi się podoba, ale nie wiem czy jestem w stanie podołać czasowo.

6. Angielski w biznesie
Szczerze mówiąc mam go już na studiach i trochę się go uczę, ale zawsze można więcej. Książek do nauki jest ogromna ilość, więc jeszcze nie znalazłam mojego ideału. Projekt ten chyba będę musiała wprowadzić, bo zwyczajnie będzie mi łatwiej na zajęciach. No i oczywiście moje skryte marzenie - BEC Higher za rok i trochę...

Obiecałam sobie, że dzisiaj się relaksuję więc koniec planowania i czas na obijanie się! A pewnie i tak skończy się na tym, że będę robić tabelkę wad i zalet wszystkich tych propozycji...

poniedziałek, 19 listopada 2012

Podsumowanie 1 tygodnia

Czas na pierwsze podsumowanie! Myślę, że poszło mi nawet nieźle ;)

  1. hiszpański: byłam na zajęciach z Faviem, reszta grupy, czyli 2 dziewczyny, się nie pojawiły, więc miałam lekcję 1-na-1 ;))
  2. hiszpański: dzielnie powtarzałam słówka w Anki: 202 powtórki w tym tygodniu
  3. hiszpański: nie obejrzałam El Barco, ale za to widziałam Los Pelayos
  4. niemiecki: napisałam pierwsze kolokwium na studiach, poszło mi całkiem nieźle
  5. niemiecki: 364 powtórki w Anki ;)
  6. nadrabiałam zaległości serialowe na hulu.com ;)
  7. sport: byłam na zabójczym wfie - aerobik na piłkach z ciężarkami, przez kolejne 2 dni nie czułam rąk!
  8. przepisałam zaległe notatki (ze wszystkiego!), zostały mi tylko te z zeszłego tygodnia, których jeszcze nie dostałam, więc przepisać nie mogę
  9. mam nowego ucznia! ma 9 lat i jest wielkim fanem FC Barcelony i Messiego, już dwa razy był na Camp Nou! zazdroszczę... (ja byłam, ale tylko zwiedzać, niestety nie na meczu)
  10. językoznawstwo: nadrobiłam zaległości i opracowałam rozdział 10 i 11 książki (The Study of Language - G. Yule)
  11. historia: przeczytałam rozdział 8 i 9 (British History for Dummies - S. Lang)
  12. historia literatury: opracowałam temat "metaphysical poetry" (A History of English Literature - M. Alexander)
  13. chemia: dzielnie uczę się stechiometrii - 7 zadań (z wieloma podpunktami)
  14. matma: powtarzam funkcje - 4 zadania (i znów wiele podpunktów)
  15. grafika inżynierska: narysowałam drugi projekt (śruby, przekroje, tabelki... 2,5h roboty)
  16. chemia: napisałam referat o promieniotwórczości
  17. ochrona środowiska: dokończyłam referat o zanieczyszczeniu wód
  18. fizyka: przeczytałam 3 rozdziały książki (Podstawy fizyki - D. Halliday)
  19. konwersacja: uczyłam się krajów i narodowości na litery A,B,C i D
  20. korepetycje: 6 uczniów, czyli 6 godzin pracy
  21. angielski: 879 powtórek w Anki
  22. praca: rozniosłam wszystkie gazety w 2h!
  23. wolontariat: zrobiłam kolejny e-learning Szlachetnej Paczki i czekam na ostateczne zatwierdzenie mojej rodziny ;)
Ogólnie mówiąc jestem bardzo zadowolona. Zrobiłam wszystko, co chciałam w tym tygodniu. W ten sposób ten tydzień powinien być lżejszy, bo już nie mam zaległości. Jak tak dalej pójdzie to może nawet całą niedzielę będę miała tylko dla siebie! Oby!

Chciałam również serdecznie wszystkich Was zachęcić do wzięcia udziału w Szlachetnej Paczce. Jest to ogólnopolski projekt mądrej pomocy osobom potrzebującym, którzy chcą zmienić swoją sytuację życiową na lepszą. Każda rodzina jest wybrana i zweryfikowana, a także odwiedzona przez wolontariusza. Do bazy rodzin trafiają tylko te, które przeszły tą staranną selekcję - nie są to osoby, które utrzymują się z biedy. Każda rodzina ma swoją własną historię, dokładnie opisaną na stronie. Darczyńca przygotowuje paczkę - mądrą pomoc - konkretnej, wybranej przez siebie rodzinie. Bardzo często tym "darczyńcą" jest większa grupa osób - znajomych, przyjaciół, kolegów z pracy czy szkoły. Tutaj możecie przejrzeć bazę rodzin (która ciągle rośnie). Może znajdziecie kogoś, komu chcielibyście zrobić ogromny prezent na święta? ;)


niedziela, 11 listopada 2012

Rozwojowe 6 tygodni - plan

W listopadzie mam zamiar być bardziej "planowa". Nie chodzi mi tutaj akurat o studia, bo to już mam w miarę wypracowane, lecz o moje pozostałe zajęcia. W październiku mało czytałam, mało uczyłam się hiszpańskiego i mało oglądałam filmów. Mam zamiar to troszkę zmienić i właśnie przez to określiłam sobie jako taki plan na ten miesiąc i troszkę. Jako, że pierwsze dni listopada zawsze są całkowicie nie do zaplanowania to projekt zaczyna się 05.11 i trwa do 16.12. A teraz konkrety ;).

Hiszpański
Oczywiście 1x2h zajęć z Favio (mój lektor z Wenezueli), dodatkowo jeszcze 1,5h na oglądanie serialu El Barco (w oryginale, bez napisów) i jakieś 30 minut tygodniowo na powtórki słówek i zagadnień z zajęć. Jak na razie czas spędzony nad hiszpańskim traktuję jako rozrywkę i swego rodzaju utrwalenie tego, co już wiem. Jak na razie nie mam na tyle czasu, żeby móc uczyć się całkowicie nowych rzeczy. Na obecną chwilę całkowicie mi to odpowiada, bo przecież od początku moim zamiarem była nauka dla wykorzystania wiedzy w praktyce. Cieszę się, że jestem na poziomie B1 i nie żałuję tego (prawie) roku spędzonego na intensywnej nauce. Za jakiś czas mam zamiar opublikować moje wrażenia z kursu ;)

Niemiecki
Niestety zajęć na uczelni nie mam na moim poziomie (bo jest prowadzony od podstaw), w związku z czym poważnie się zastanawiam co z tym fantem zrobić. Nie chcę czekać 4 semestry aż reszta wreszcie będzie na B1, bo mogę się niechcący cofnąć. Mam zakupiony podręcznik Aspekte B2, ale dawno nie miałam kontaktu z językiem na wyższym poziomie, więc zastanawiam się nad zrobieniem najpierw Aspekte B1+, którego nie mam. I tutaj kolejny dylemat - kupować, czy kserować. Książka jest droga (70zł+ćwiczenia+płyty), więc pewnie oryginału nie dorwę, a szkoda. Kolejny problem - kiedy i jak się uczyć. Powoli zaczynam układać sobie plan, ale raczej zacznę go realizować dopiero, gdy skończę z hiszpańskim.

Czytanie
Mam mnóstwo książek na historię literatury do przeczytania, a jeszcze się do nich nie zabrałam. Określiłam sobie "mniej więcej" plan minimum. Od poniedziałku do piątku 30 minut czytania, w weekendy po godzinie. Razem wychodzi sporo, czyli powinnam dać radę całości nawet w przypadku siedzenia ze słownikiem nad twórczością Szekspira...

Filmy
Filmów, które "chcę-muszę" obejrzeć mam dziesiątki, o ile nie setki. Zaczęłam po trochu w ten dłuższy weekend i mam zamiar to kontynuować w piątki. W ten sposób od razu ćwiczę rozumienie ze słuchu (większość tych filmów jest angielskojęzyczna, reszta raczej hiszpańsko) i nie mam poczucia straconego czasu. No i w końcu jest to jakaś chwila relaksu!

Sport
Oczywiście nie mam zamiaru opuścić żadnego WFu, dodatkowo jeżdżę na rowerku (aktualnie niestety stacjonarnym). Plan minimum to raz w tygodniu po 15 km, ale najlepsza opcja to 3 razy w tygodniu. Przy okazji również nadrabiam zaległości filmowe - dwie pieczenie na jednym ogniu ;)

Notatki
Tutaj mam kolejny problem - nie wiem czy przepisywać notatki, czy lepiej skserować jakąś książkę i ją sobie po troszku przerabiać. Pewnie druga opcja jest lepsza, ale nie jestem wtedy pewna czy wszystko to jest wymagane na kolokwiach. A niestety nie mam czasu na wszystkie wykłady...

Praca
Tutaj oczywiście mało co może się zmienić - nadal korepetycje i kolportaż. Zrezygnowałam z jednego rejonu, więc teraz mam do rozniesienia tylko 1400 sztuk (wcześniej 4000) przez co zarobki również sporo niższe. Ale mam nadzieję, że oba stypendia w końcu do mnie trafią. Za to mam zamiar przygotowywać się do zajęć z dzieciakami w niedziele, a nie zaraz przed. Dzięki temu nie będę musiała się martwić czy o czymś nie zapomniałam. Robiłam tak w zeszłym roku szkolnym i to chyba najlepsze rozwiązanie.


Mój plan rozpoczął się tydzień temu, ale publikuję go dopiero teraz - w ostatecznej wersji, której mam zamiar się trzymać. Te pierwsze dni to była taka "próba" czy dam radę - i udało się! Więc do połowy grudnia realizuję plan w pełni, co tydzień - w niedzielę lub poniedziałek mam zamiar wstawiać podsumowania tygodnia: co zrobiłam, co nie wyszło, co było dodatkowe itd. Pierwsze podsumowanie już jutro ;)

środa, 7 listopada 2012

Środa to najcięższy dzień tygodnia

Już tak późno, a ja nadal tak bardzo do tyłu! Za to mam dobry humor, bo dostałam dzisiaj dwie piątki! Z kartkówki z fonetyki i z projektu z budowy maszyn. To naprawdę podnosi na duchu!

Na szczęście na jutro nie mam nic konkretnego do roboty, więc mogę zająć się zaległościami. Za to jutro znów niestety pobudka wczesnym rankiem i powrót wieczorem. Na szczęście mam zajęcia z niewielkimi przerwami, więc będę miała czas na zadania z chemii ;)

  1. Byłam na fonetyce i ćwiczyłam wymowę samogłosek
  2. Byłam na budowie maszyn i uczyłam się wymiarować
  3. Ćwiczyłam na WFie - miałyśmy aerobik na piłkach ;)
  4. Byłam na łacinie i poznałam kolejne dwa czasy
  5. Byłam też na korkach u mojej ulubionej uczennicy
  6. Opracowałam formy wyrażania czasu przyszłego (A Practical English Grammar - T. Martinet)
  7. Powtórzyłam czasy teraźniejsze i przeszłe (Advanced Grammar in Use - M. Hewings)
  8. Zrobiłam powtórki w Anki (88 kart)
Powinnam jeszcze dokończyć zadania z logarytmów, ale oczy już całkiem mi się kleją, a jeszcze mam część Raju utraconego do przeczytania. Jak zwykle odpocznę w niedzielę ;)

wtorek, 6 listopada 2012

13 rzeczy, które dzisiaj zrobiłam

Długi weekend się skończył i znów zaczyna się praca. Na szczęście pogoda się poprawiła i nie spóźniam się już na wszystkie zajęcia jak leci ;). Środa to dla mnie zawsze najcięższy dzień tygodnia, bo zajęta jestem od rana do wieczora. Wychodzę z domu 7.30 a wracam 18.30 i po drodze jestem w czterech różnych miejscach, ale w końcu sama tego chciałam. Byłam dzisiaj zatankować i po ogólnym podliczeniu kosztów wyszło mi, że w tym roku na paliwo wydałam prawie 2000 zł. A do końca grudnia zapewne czekają mnie jeszcze ze dwa tankowania... Czekam na te stypendia żeby w końcu porządnie podreperować budżet i odłożyć coś do oszczędności (bo niedługo święta i kolejne wydatki). 

Byłam dzisiaj na ćwiczeniach z chemii iii... dostałam 5 z kolokwium! Jako jedna z nielicznych ;) Materiał był banalny (nazewnictwo związków), ale i tak jakieś 40% grupy nie zaliczyło materiału... Coś mi się zdaje, że już niedługo towarzystwo może być mocno przetrzebione. Za to na filologii zmieniła się "podstawa programowa" (czy jak to się tam nazywa ;p) i egzamin z praktycznej nauki języka mam po I, II i IV semestrze. Podobno ten pierwszy ma nas przygotować na kolejne (ale pewnie chcą zrobić odsiew). Jako, że nie chodzę na wykłady to znalazłam sobie książki z literatury brytyjskiej i historii Wielkiej Brytanii i sobie je opracowuje. Problem mam z wykładami z politechniki, bo nie wiem czy lepiej przepisywać zawsze czyjeś notatki czy lepiej też znaleźć sobie jakąś książkę i ją przerabiać (ale wtedy nie wiem czy materiał się pokrywa). 

Co dzisiaj zrobiłam:
  1. Dokończyłam czytać Ruchome święto - E. Hemingway
  2. Oddałam książki i wypożyczyłam kolejne (Otello - W. Shakespeare i Raj utracony - J. Milton)
  3. Byłam na ćwiczeniach z chemii (obliczenia stechiometryczne)
  4. Opracowałam rozdział 8 i 9 książki do językoznawstwa (The Study of Language - G. Yule)
  5. Zrobiłam pozostałe ćwiczenia z czasów przyszłych (Advanced Language Practice - M. Vince)
  6. Zrobiłam podsumowanie czasów (CPE Use of English 1 - V. Evans)
  7. Przerobiłam wstęp i moduł pierwszy rozdziału pierwszego (Aspekte B1+ Mittelstufe Deutsch)
  8. Zrobiłam powtórki w Anki (100 kart)
  9. Zrobiłam 8 zadań z matematyki (logarytmy)
  10. Przeczytałam rozdział 6 i 7 książki do historii (British History for Dummies - S. Lang)
  11. Zaczęłam czytać księgę IX Raju utraconego
  12. Przygotowałam się na jutrzejsze korepetycje
Powinnam jeszcze powtórzyć łacinę i przygotować się na fonetykę, ale już kompletnie nie mam na to ochoty. Wprawdzie Inżynierię traktuję jak te ważniejsze studia to na filologię muszę robić więcej. Może z tego względu, że na PŚ mało zajęć mam typowo nowych: informatyka to bazy danych (robione na kursie euroKobieta), chemia to powtórka z liceum, budowa maszyn to jeden projekt do wykonania przez 3 tygodnie, socjologia to głównie jakieś testy psychologiczne, matematyka to powtórka z liceum, ochrona środowiska była ostatnio 5 października (piszę z niej referat na 16.11). Zostają wykłady: prawo gospodarcze to powtórka z podstaw przedsiębiorczości z liceum, informatyka to podobno 1,5h anegdot (nie wiem, bo nie chodzę a nikt nic nie notuje), fizyka to powtórka z liceum+gość czyta slajdy, filozofia to powtórka z polskiego i historii, a wykłady z chemii znów obejmują materiał z liceum. Słowem: na razie za dużo do roboty nie ma, a są i tacy co twierdzą, że na nic nie mają czasu (podziwiam ich po prostu...). Od drugiego semestru ma się już coś rozkręcić z tym kierunkiem zamawianym to może będzie ciekawiej.

Zaś na filologii większość zajęć mam nowych: fonetyka, językoznawstwo, literatura, historia UK, łacina, język biznesu (w tym ekonomia dość dokładnie)... Luzy są na konwersacji i rozumieniu tekstu, a gramatyka praktyczna wymaga ogromnej pracy własnej. Dlatego chcąc-niechcąc muszę spędzać więcej czasu nad tymi studiami.

Co dzisiaj zrobiłam:
13. Napisałam notkę ;)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Co było, a co dopiero będzie?

Od października nie zakładałam żadnych planów, ani deadline'ów, ani "muszę to zrobić!" itd. Za to wydaje mi się, że jednak coś zdziałałam przez ten miesiąc ;)

  • Byłam na szkoleniu Szlachetnej Paczki i dowiedziałam się mnóstwa rzeczy,
  • które wykorzystałam w praktyce odwiedzając dwie moje rodziny.
  • Załatwiłam większość papierkowej roboty związanej ze studiami i
  • ułożyłam sobie plan zajęć na ten semestr.
  • Byłam na pierwszych zajęciach hiszpańskiego z AIESECu! ;)
  • W ramach relaksu byłam w kinie,
  • a w ramach zdrowia odwiedziłam okulistę (nie pogorszyło mi się ;).
  • Przepracowałam 21 godzin na korepetycjach.
  • Napisałam pierwsze kolokwium (z chemii), oddałam pierwszy projekt (z grafiki inżynierskiej), nie zaliczyłam pierwszej kartkówki (z gramatyki, min. 90%), zaliczyłam kolejną (z matematyki na 4,5) i napisałam pierwszy quiz (z fonetyki).
  • Zaczęłam pisać mój pierwszy referat na zaliczenie (z ochrony środowiska).
  • Poznałam wielu nowych ludzi i
  • byłam na spotkaniu dotyczącym kierunku zamawianego.
  • Pogadałam z przyjaciółmi z Warszawy, a także spędziłam czas u przyjaciółki z Zabrza.
  • Systematycznie po trochu się uczę wszystkiego (czego warto ;)
  • Byłam na wszystkich WFach (aerobik - strasznie męczące!) i trochę jeździłam na rowerze.
A co jeszcze chciałabym zrobić w listopadzie?
  • Odwiedzić pozostałe rodziny ze Szlachetnej Paczki i załatwić związane z tym wszelką papierologię.
  • Być przynajmniej na 70% zajęć z hiszpańskiego.
  • Pójść do kina (ale jeszcze nie wiem na co!)
  • Przepracować kolejne 20 godzin na korkach.
  • Dokończyć referat i zaliczyć go na minimum 4.
  • Załatwić sprawy związane z kierunkiem zamawianym.
  • "Przerobić" mój aktualny podręcznik z niemieckiego (na studiach - Menschen A1), sprawdzić czy nie ma jakichś dziwnych nieznanych mi słówek.
  • W wolnych chwilach coś poczytać (nie mogę się zdecydować co ;).
  • Dużo ćwiczyć na zajęcia z fonetyki i gramatyki.
  • Zrobić e-learning o mikroekonomii.

środa, 24 października 2012

Filologia angielska w praktyce

Słowem wstępu: studiuję filologię angielką specjalność biznesową, czyli mam bardzo mało zajęć typowo humanistycznych, za to więcej "troszkę" ekonomicznych. 

Szczerze mówiąc zajęć jest bardzo mało! W tygodniu jest to 17 godzin zegarowych - bez problemu można by to zmieścić w 2 zapchanych dniach (ewentualnie 3 przystępnych). Za to codziennie jest "po trochu" - tu dwa zajęcia, tu trzy... Ja nie chodzę na wykłady (bo są po 15, więc nie mogę bo korepetycje) i na niemiecki - czyli mam prawie 7 godzin zegarowych mniej. Dlaczego nie chodzę na niemiecki? Bo jest... od podstaw! Podobno poziom B1 jest dopiero na 3 roku, więc dogadałam się z prowadzącymi, że będę przychodzić tylko na testy. Szczerze mówiąc jest to duże odciążenie, bo tego niemieckiego są trzy zajęcia po 1,5h. Mogę również pojawiać się na zajęciach 3 roku jako wolny słuchacz, ale jak na razie nie miałam na to czasu. Czyli jeśli chodzi o filologię to mam tego tyle: gramatyka praktyczna, fonetyka praktyczna, rozumienie tekstu, konwersacja, język biznesu, wstęp do językoznawstwa, łacina. Nie chodzę na historię obszaru angielskojęzycznego i historię literatury brytyjskiej (wykłady), zdaje się, że obydwa te przedmioty mam tylko na pierwszym semestrze. Łacinę mam przez dwa semestry i jak na razie sensu praktycznego w niej nie widzę, ale sam język nie jest taki zły, tylko ma strasznie dużo końcówek.

Na dwa zajęcia chodzę z innymi grupami. Prowadzący nie robili z tego problemu, okazało się, że nie potrzebuję żadnych pozwoleń czy IOSów - wystarczy się dogadać. Jak na razie wszystko gra bezproblemowo. Poziom angielskiego to upper-intermediate, czyli po prostu matura rozszerzona. Na pierwszym semestrze wszyscy starają się uporządkować i wyrównać naszą wiedzę - na razie nie mam problemów. Wszyscy nadal straszą sesją, ale egzaminy na UŚu w pierwszym semestrze mam dwa (albo jeden, nie jestem pewna), czyli po prostu muszę dobrze pisać te wszystkie kartkówki i kolokwia i mam z głowy. Na filologii nie tyle zależy mi na średniej, co na zwyczajnym zdaniu i bezproblemowym przejściu. Traktuję te studia nadal jako uzupełniające i poszerzające moją wiedzę - może kiedyś mi się przydadzą. Oczywiście nie oznacza to, że potrafię wyłączyć tą moją chorą ambicję i odpuszczać. Robię dużo rzeczy "nadprogramowych", tzn. mam pokserowane/podrukowane książki "sugerowane" przez prowadzących ("ale porządne notatki z zajęć i tak państwu wystarczą!") i moje znaleziska również. Do każdego przedmiotu staram się mieć coś oprócz notatek. No i tak codziennie coś po troszku sobie czytam, analizuję, przerabiam. I dobrze mi z tym ;)

A tak kompletnie z innej beczki - zauważyłam, że wiele osób w moich grupach ma "syndrom paru zajęć". Mają mnóstwo czasu wolnego, mało zajęć i obowiązków i po prostu... nic nie robią! Nawet nie przychodzą na uczelnię, "bo przecież na półtorej godziny się nie opłaca". Nie rozumiem czegoś takiego, nie potrafię tak siedzieć i kompletnie nic nie robić. Z drugiej strony są osoby, które pracują na pełny etat, studiują weekendowo, pomagają w fundacjach, są wolontariuszami i ciągle szukają nowych zajęć. Dwa odmienne światy! Jeśli chodzi o mnie - dużo obowiązków i mało czasu wolnego. I tak ma być!

niedziela, 21 października 2012

5 spraw - potrzebuję Waszej pomocy! ;)

Dostałam certyfikat z Eurokobiety! Wreszcie do mnie przyszedł, wraz z dyplomem ukończenia szkolenia. Całość wygląda profesjonalnie i baaardzo oficjalnie. Aż się zdziwiłam, że ukończyłam coś takiego całkowicie za darmo ;). Każdy certyfikat ma swój numer, dzięki czemu na stronie www można sprawdzić jakie moduły i na jaki procent się zaliczyło. 

Druga rzecz - w środę wreszcie mam spotkanie dotyczące kierunku zamawianego. Może wreszcie coś zacznie się dziać i zaczniemy dostawać te wszystkie bonusy, którymi tak zachęcali. A w czwartek pisałam pierwszą kartkówkę na studiach! Z logiki, banalnie prosta, oczywiście 5/5 pkt. Muszę też zabrać się za pisanie referatu o zanieczyszczeniu wód, ale po pierwsze dorwać książkę babki na ten temat (żeby mnie czymś nie zagięła ;). 

W tym tygodniu byłam też w kinie. Wszystko dzięki premii, którą dostaję - dwa zaproszenia do Heliosa na dowolny film z wyjątkiem 3D. Co właściwie jest dobre, bo nie cierpię 3D! Te wypady do kina to mój "wieczór z mamą", w podziękowaniu za to wszystko co dla mnie robi. W zeszłym miesiącu byłyśmy na "Madagaskarze 3", w tym na "Na tropie Marsupilami". Specjalnie wybieram komedie familijne, bo przy takich najlepiej się rozerwać. No i nie jestem jedyną osobą, która przyszła do kina z mamą ;). Obie jesteśmy z tego bardzo zadowolone i już myślę na co ją zabiorę w listopadzie. Jakieś propozycje?

Następna sprawa tyczy się mojej powiększającej się niezależności finansowej. Od mniej więcej roku stopniowo sama płacę za wszystko, co moje. Początkowo były to tylko drobne rzeczy, aktualnie jest to niemalże wszystko. Sama płacę za książki, ubrania, buty, kosmetyki, leki, wyjazdy, rozrywki, telefon i przede wszystkim za paliwo i wszelkie koszty związane z utrzymaniem samochodu (paliwo, przegląd, ubezpieczenie, wymiana rozrządu, opony itd). Jestem z siebie okropnie dumna, od listopada chcę przestać dostawać kieszonkowe od rodziców - zwłaszcza, że mam wypłatę, korepetycje, stypendium socjalne i stypendium naukowe. W ten sposób rodzice będą finansować jedynie wszelkie media wspólne (woda, prąd, gaz, węgiel, telewizja, internet itp) oraz jedzenie (przecież nie będę mamie płacić za obiad). Za to od czasu do czasu zdarza się, że robię zakupy dla całej rodziny ;).

No i ostatnia kwestia, również tycząca się pieniędzy. W tym roku mama się uparła, że zapłaci za moje wakacje (Solina 2012) to teraz mam ogromną ochotę odwdzięczyć się rodzicom. W listopadzie mają 20 rocznicę ślubu i z tej okazji chciałabym kupić im jakiś krótki wypad za miasto. Myślę o ofertach na Grouponie, zwłaszcza o TEJ ofercie. I stąd moje pytanie - mieliście już doświadczenie z wykupywaniem ofert na Grouponie? I po drugie - co myślicie o tej konkretnej ;)? Mnie bardzo się spodobała, jest to umiarkowanie daleko (ok. 250km ode mnie) i wiem, że rodzice nie zwiedzili tej części Polski. Skłaniam się ku opcji 4-dniowej w apartamencie. Podoba mi się termin - jest ważny aż do końca kwietnia 2013! Co myślicie, kupić czy poczekać na inne oferty? ;) Pomóżcie!

wtorek, 16 października 2012

Szlachetna Paczka

W ten weekend byłam na szkoleniu Szlachetnej Paczki, w której jestem wolontariuszem. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam: www.szlachetnapaczka.pl. Trwało to jakieś 3,5 godziny, mieliśmy świetną trenerkę i dzięki temu miło spędziłam czas. Zostałam przygotowana do rozmów z rodzinami i darczyńcami i omówiliśmy całą stroną papierkową (jest tego sporo do wypełniania...). Pozostało mi kupić sobie kartę do telefonu, żeby móc się kontaktować z rodzinami i w drogę! 

Zdziwiło mnie jedno - jest to bardzo skrupulatnie przygotowana, trwająca parę miesięcy akcja pomocy wybranym rodzinom, co do których nie ma wątpliwości, że chcą coś zmienić w swoim życiu. Dodatkowo byłam zaskoczona ilością kroków jakie trzeba zaliczyć zanim zacznie się być wolontariuszem. Najpierw trzeba się zapisać na stronie, potem przejść rozmowę kwalifikacyjną, potem szkolenie stacjonarne, potem e-learning o rodzinach, test zaliczeniowy, po jakimś czasie e-learning o darczyńcy... Widać, że organizatorom bardzo zależy na dopracowaniu nawet szczegółów tak, aby każdy wiedział co ma kiedy zrobić. To miłe, ale równocześnie wymagające. 

Jak na razie jestem bardzo zadowolona z udziału, mam nadzieję, że wszystko bez problemu się powiedzie i że znajdę "moją rodzinę", której dostarczę prezenty na święta ;)

niedziela, 14 października 2012

Po pierwszym pełnym tygodniu...

... jestem znudzona ;). Dobra, może trochę żartuję, ale szczerze mówiąc to na razie mało się dzieje i gdyby nie to codzienne jeżdżenie w różne miejsca to nawet nie poczułabym, że studiuję dwa kierunki. 

Na Politechnice większość ludzi nie miała w liceum rozszerzonej matematyki i fizyki (nie mówiąc o maturze...), więc dla nich to, co teraz powtarzamy jest całkowicie nową czarną magią. Dla mnie to po prostu powtórka sprzed trzech lat - część rzeczy jest oczywista, część trzeba sobie przypomnieć. Z chemią jest troszkę inaczej - jest sporo ludzi po biol-chemach, którzy wprawdzie uczyli się na poziomie rozszerzonym, ale (znowu...) nie zdawali z niej matury, czyli mało z niej wiedzą. Ja chemię miałam jedynie na podstawie (nie zdawałam matury;), ale w porównaniu z resztą nie wypadam tak źle - przynajmniej muszę się przyłożyć tylko do jednego przedmiotu, a nie aż trzech. Kolejne zaskoczenie - liczba dziewczyn. Jest ich mniej więcej połowa (prognozuję, że po pierwszym semestrze będzie ich znacznie mniej), z czego większość przerasta narysowanie prostopadłościanu i dwóch ceowników... Nie wspominając o czarnej magii jaką jest dla nich rzutowanie (takich rzeczy uczy się na technice w gimnazjum, czyli jakieś 5-6 lat temu). Ja jak na razie jestem zachwycona zajęciami z budowy maszyn (wcześniej zwaną grafiką inżynierską) - wreszcie coś, na czym trzeba pomyśleć. Za to na informatyce będziemy omawiać.... Worda i Excela jakżeżby inaczej! Cieszę się, że chociaż nie Painta.

Na Uniwersytecie ludzie są dziwni. Niemalże na każdych zajęciach prowadzący mówi, że nie rozumie matematyki, a ludzie którzy nie mają z nią problemu są dziwni. A co lepsze - studenci im przytakują! ! ! Tak jakby cała ta gromada chciała się podbudować i pocieszyć, że nie mieli wystarczająco dużo samozaparcia i wytrwałości, żeby zrozumieć matematykę. Oni się tym chwalą, że nie umieją! Czyżby nie mieli również pojęcia kim jest prawdziwy humanista?

Humanizm zakłada, że to dziedziny, które pozwalają rozwijać ludzki intelekt, są tymi, które naprawdę czynią ludzi "w pełni ludźmi". Praktyczną podstawą jest przekonanie o istnieniu różnych możliwych do rozwijania rodzajów intelektu, takich jak zdolności analityczne, matematyczne, lingwistyczne, itp.  W.T. Harris wyróżnił "pięć okien duszy" (matematyka, geografia, historia, gramatyka, i literatura/sztuka). 
pl.wikipedia.org

Ja po prostu nie rozumiem powodu takich przechwałek - "nie umiem matmy to jestem normalny". Z tego powodu źle się tam czasami czuję (co tu dużo mówić - czuję się jakbym była jedynym człowiekiem w stadzie małp). Jeśli chodzi o angielski to nie mam problemów, wszystko mamy na poziomie upper-intermediate, czyli to samo co miałam w liceum. Jeśli chodzi o niemiecki to całkowita porażka - uczą go od podstaw. Już się dogadałam z prowadzącymi, że nie będę chodzić na zajęcia, a jedynie na testy. Za to dowiedziałam się, że mój poziom będzie dopiero na 3 roku. Masakra! Jedyne pozytywne zaskoczenie - przedmiot zwany "język biznesu". To jest po prostu ekonomia w pigułce po angielsku, jeden z najciekawszych przedmiotów na tych całych studiach. Na wykłady z historii i historii literatury nawet nie poszłam - nie chciałam się denerwować ;)

poniedziałek, 1 października 2012

Początek zamieszania ;)

Byłam dzisiaj na uroczystej immatrykulacji! Całość trwała około 2 godziny, było mnóstwo różnych gości (prezydenci miast, rektorzy i dziekani różnych uczelni, wojewoda śląski, posłowie, senator, przedstawiciel Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego, księża, przedstawiciele uczelni we Freibergu, itd.). Ogólnie jestem zadowolona, zostałam wyczytana z nazwiska, wyszłam na środek, zostałam dotknięta berłem, odebrałam indeks i kwiatka i tyle. Ale mimo to nie żałuję i mam nadzieję, że jeszcze choć raz będę zaproszona na takie uroczystości ;)

Dowiedziałam się, że mój wydział ma podpisaną umowę z akademią we Freibergu. Oferują oni 5-10 stypendiów (rocznie) na naukę w Niemczech. Szczerze mówiąc myślałam o tym od dawna, a tu taka okazja!  Akurat mój wydział ;) Nie wiem tylko na którym roku można tam jechać (na 2 czy 3), jakie warunki trzeba spełnić itd. Na to jeszcze mam czas, ale na pewno będą wymagali odpowiedniego poziomu języka, więc pewnie będę musiała mieć zdany TestDaF (czyli niemiecki egzamin dla studentów). Jest on na poziomach B2-C1, więc jeszcze trochę muszę się pouczyć, ale może za jakieś 1,5 roku dam radę? Nie wiem, na razie mam nadzieję, że wszystko mi się uda!

Aktualnie mam mnóstwo rzeczy do załatwienia - formalności związane z IOSem, podania o stypendium socjalne (straaasznie dużo różnych zaświadczeń i oświadczeń!), a do tego od środy mam zajęcia na politechnice! Muszę jeszcze wykombinować jak to zrobię z WFem (bo nie chcę ćwiczyć na dwóch uczelniach) i korepetycjami (bo wszystkie dzieci chcą w środę o 16!). No i muszę jeszcze znaleźć jakiś parking w Katowicach niedaleko uczelni... Strasznie dużo rzeczy, które zależą od wyrozumiałości innych, nie lubię takich sytuacji. Ale w końcu sama się na to pisałam ;) Dam radę, a jak nie to... trudno.

piątek, 28 września 2012

Będziemy "inżynierami humanistami"

Dzisiaj miałam dzień w rozjazdach. Zaczęłam od spotkania organizacyjnego na Politechnice. Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy i mnóstwa nieciekawych - z tych przydatniejszych to wiem już gdzie jest mój dziekanat, kiedy przyjmuje prodziekan ds. studenckich, a także zostałam przydzielona do grupy i dostałam plan! Przy okazji zauważyłam, że plan studiów od tego roku "troszkę" się zmienił. Paradoksalnie najwięcej zajęć w pierwszym semestrze mam z HESu, czyli... przedmiotów humanistycznych! Nie mam pojęcia od czego jest ten skrót - Humanistyczno-Ekonomiczno-Społeczne? Z racji kierunku zamawianego mam również  Kierownika projektu - pana, który ma się zajmować uzgadnianiem wszystkich dodatkowych rzeczy dla nas. Powiedział dzisiaj, że aż 40 osób dostanie stypendia - 1000 zł co miesiąc przez I rok. Żeby dostać w drugim trzeba mieć odpowiednio wysoką średnią (stypendium dostaje połowa osób na roku). Zatem w tym roku mam na pewno dodatkowe dochody, w kolejnych latach mam nadzieję że też. Zdziwiło mnie dzisiaj mnóstwo ludzi - część nie miało rozszerzonej ani matematyki, ani fizyki, ani chemii. A co najdziwniejsze - oni mogą dać radę na I roku dzięki HESowi... Za niego jest aż 8 punktów ECTS! Wiem, że marudzę, ale byłam wstrząśnięta tym, że fizyki mam 15 godzin w całym semestrze, a humanistycznych aż 90! Co więcej, HES trwa aż 3 semestry... Obejmuje więcej godzin niż fizyka, chemia, informatyka czy angielski. Trochę mnie to zdenerwowało, bo w końcu nie szłam na studia "ogólnokształcące" tylko ścisłe. Podsumowując: jeden plan mam i przedmioty mnie nie satysfakcjonują.

Po spotkaniu odebrałam legitymację i miałam 1,5h przerwy, bo potem odbyło się (niezwyyykle ciekawe) szkolenie BHP. Obydwie panie prowadzące były znudzone tematem, nie mówiąc już o studentach. (-To sobie państwo przeczytają. <2 sekundy później> Przeczytali państwo już? - Taaaak! <chórem>) To zajęło kolejne 1,5h i wszyscy szybciutko uciekli. 


Wróciłam na chwilę do domu i znów pojechałam. Tym razem na spotkanie kwalifikacyjne na wolontariusza Szlachetnej Paczki. Pogadałam sobie z dziewczyną, która jest liderką regionu (Dąbrowa Górnicza, bo w Sosnowcu nie utworzyli;( ). Dowiedziałam się, że czeka mnie 8 godzinne szkolenie (padłam!), ale na szczęście w niedzielę i do tego przyszłą (o czym można mówić przez tyle czasu?). 


Na filologii nadal planu nie mam i pewnie go dostanę dopiero na spotkaniu (a wszystkie pozostałe specjalności już mają...), pewnie za bardzo się denerwuję, ale po prostu mam mnóstwo rzeczy do zgrania, a ta doba ciągle za krótka.

wtorek, 25 września 2012

Ekspresowa nauka hiszpańskiego

Pomysł na naukę hiszpańskiego przyszedł mi do głowy, gdy szłam na egzamin z niemieckiego w Krakowie. Przechodziłam z mamą obok Instytutu Cervantesa i zażartowałam, że za rok tu przyjedziemy. Potem zaczęłam rozmyślać, dlaczego by tak nie zrobić? Do konkretnej nauki wzięłam się po zgromadzeniu materiałów, 20 listopada 2011.

Etap I rozgrzewka:
  • "Język hiszpański. 20 minut każdego dnia" wyd. Langenscheidt (20 zł)
  • "Profesor Pedro. Słownictwo" wyd. Edgard (70 zł)
W książce są 32 lekcje+8 rozdziałów powtórkowych, w każdej lekcji jest trochę słownictwa i gramatyki z ćwiczeniami, potem dialog i ćwiczenia podsumowujące. Robiłam jedną lekcję dziennie, ucząc się słownictwa w "Profesorze". Przy rozdziale powtórkowym robiłam ćwiczenia i wysłuchiwałam dialogów z poprzednich 4 lekcji. Książkę skończyłam 31 grudnia 2011 i byłam mniej więcej w połowie poziomu A1.

Etap II codzienność:
  • "Duży kurs języka hiszpańskiego. A1-B1" wyd. Langenscheidt (40 zł)
  • "Testy gramatyczno-leksykalne A1-A2" wyd. Edgard (23 zł)
W książce jest 20 lekcji+4 testy. Każda lekcja zaczyna się od krótkiego tekstu, potem dialog, słownictwo i gramatyka. Do wszystkiego są ćwiczenia (około 10 na lekcję). Test to około 6 ćwiczeń sprawdzających materiał z poprzednich 5 lekcji. Do tego na końcu książki są również ćwiczenia na słuchanie i mówienie (do tego są osobne dwie płyty CD). Pierwsze 5 lekcji było dla mnie powtórką, zrobiłam je dość szybko. Potem odstawiłam samouczek, żeby utrwalić wiedzę. Robiłam zadania z "Testów", potem znów 5 lekcji i "Testy", które skończyłam na tym etapie. I tak skończył się luty 2012.

Etap III z przerwami:
  • "Testy gramatyczno-leksykalne A2-B1" wyd. Edgard (22 zł)
  • "Hiszpański w ćwiczeniach A2-B1" wyd. Edgard (22 zł)
  • "Hiszpański gramatyka w pigułce" wyd. Edgard (20 zł)
Przerobiłam kolejne 5 lekcji z samouczka, potem robiłam "Hiszpański w ćwiczeniach" i "Testy". Jednak miałam problem z gramatyką, dlatego dokupiłam sobie odpowiednią książkę. Wybrałam ją, bo nie odstraszała ceną, ani ogromem materiału - akurat obejmuje wiedzę na poziomie B1. Na tym etapie zdarzyło mi się "zawieszać" naukę ze względu na maturę, ale w końcu w czerwcu skończyłam ostatnie 5 lekcji z samouczka i dokończyłam pozostałe ćwiczenia w innych książkach. Na tym etapie zaczęłam również oglądać seriale i filmy hiszpańskie. To wszystko zrobiłam do czerwca 2012.

Etap IV mówienie:
  • "Intensywny wakacyjny kurs języka hiszpańskiego" w Empik School (599 zł)
Chodziłam cały lipiec, 5 dni w tygodniu po 2 godziny zajęć na poziomie B1. Dałam radę bez problemu (nie byłam nawet najgorsza w grupie!), choć obawiałam się mówienia. Testy pisałam na poziomie ok. 84% i byłam bardzo zadowolona z postępów. W ten sposób dotarłam na B1 do końca lipca 2012.

Etap V egzamin:
  • "Aprende gramatica y vocabulario B1" wyd. SGEL (58 zł)
  • "El cronometro. Manual de preparacion del DELE Inicial"  wyd. Edinumen (55 zł)
  • "Preparacion al Diploma de Espanol Nivel Inicial B1+clave" wyd. Edelsa (93 zł)
  • "Las Preposiciones" wyd. Edinumen (39 zł)
  • "El Subjuntivo 1. Nivel intermedio"  wyd. Edinumen (45 zł)
  • "Practica tu espanol. Las expresiones coloquiales B1"  wyd. SGEL (37 zł)
Ten etap to typowe przygotowanie do egzaminu DELE B1, które niestety musiałam przerwać. Zaczęłam w sierpniu 2012, zrobiłam część Aprende, El cronometro i Practica tu espanol. O tych książkach pisałam już tutaj. Na pewno wrócę do nich w okolicach lutego-marca 2013, bo teraz mam zamiar zdawać egzamin w maju 2013 ;)
Na naukę pod egzamin wydałam 327 zł na książki, ale chodziłabym jeszcze na korepetycje - raz w tygodniu przez 2-3 miesiące (około 400 zł). 

Etap VI kontakt z native'ami:
  • "Warsztaty językowe AIESEC University" w Katowicach (99 zł)
Zapisy są od wczoraj, warsztaty rozpoczynają się 22 października. Całość trwa 8 tygodni, 2 lekcje po 2 godziny zegarowe w tygodniu. Dodatkowo zajęcia są prowadzone przez studentów bądź absolwentów danego kraju! Świetna okazja! Choćbym nie poszła na wszystkie zajęcia i tak jest to szalenie korzystna cena. Wrażeniami na pewno podzielę się w grudniu ;)


Podsumowując, na naukę od zera do B1 wydałam 816 zł i zajęło mi to około 9 miesięcy (nie liczę tutaj etapu V i VI). Dalsza nauka? Jak już wspomniałam, od lutego 2013 typowo pod egzamin. Jak na razie skupiam się raczej na przyjemnościach - seriale, filmy, muzyka, książki, no i ciągłe powtórki słówek w Profesorze Pedro. No i oczywiście te 8 tygodniowe warsztaty. Już nie mogę się doczekać!

sobota, 22 września 2012

Korepetycje czas zacząć

Przez ostatni tydzień po prostu umieram, rozchorowałam się na dobre (co oczywiście pozmieniało moje plany dość porządnie). Dzisiaj już powoli zaczynam czuć się normalnie, ale nadal to nie jest TO. Nie zrobiłam NIC związanego z językami (aż się boję włączyć Profesorów i zobaczyć te setki słówek), więc hiszpańskiego nie dokończę tak, jak planowałam. Jeśli chodzi o angielski to troszkę zmieniłam mój plan i Destination nadal jest w użyciu. Miałam zamiar jechać dzisiaj w Dąbrowskiej Masie Krytycznej, ale oczywiście nie wyszło. Musiałam przełożyć moje spotkanie w sprawie wolontariatu Szlachetnej Paczki (strasznie mi było głupio) i znaleźć kogoś, kto zamiast mnie poroznosi gazety. Za to dałam radę udzielać korepetycji w tym tygodniu.

Dwóch uczniów z zeszłego roku się do mnie odezwało, u jednego już byłam dwa razy. Jak na razie mam również dwóch nowych uczniów, czyli coś się zaczyna dziać. Kupiłam na Allegro parę pozycji w śmiesznie niskich cenach. Uczę dzieci z podstawówek i gimnazjów (10-13 lat), więc mam też mnóstwo gier (memory, planszówki, karty, domino itd) i piosenek w telefonie "w razie czego". Dodatkowo zawsze mam przy sobie jeszcze planer, kserówki ze starszych książek i "zeszyt korepetytora", w którym zapisuję co, z kim i kiedy zrobiłam, z czym był problem, co trzeba powtórzyć i inne uwagi wszelkiego typu (np. "nauczycielka czepia się wymowy - więcej czytania!"). Dodatkowo każdy uczeń ma u mnie swoją osobistą kartę pracy. Jest to zwykła kartka a4 z wydrukowanymi dwustronnie wymaganiami przygotowana wg rozkładów materiału podręczników (pasuje do klas IV-VISP, I-IIGM i I LO). Wszystko, co musimy zrobić w danym roku/semestrze jest zakreślone na kartce. Mam tam również dwie dodatkowe kolumny - "data" i "powtórka", wtedy wiem, kiedy po raz pierwszy przerobiliśmy dany materiał i kiedy go powtarzaliśmy bez zaglądania i szukania po moim zeszycie. Karta zawsze jest u mnie, ale omawiam ją co lekcję z danym uczniem żeby widzieć postępy.

Brakuje mi planów zajęć na semestr zimowy i przez to nie mogę sobie jeszcze ułożyć korepetycji, co strasznie mi przeszkadza, bo nie cierpię odwoływać i przekładać z dnia na dzień. Nie mogę już się doczekać mojej uroczystej immatrykulacji (nie mam kompletnie pojęcia jak takie coś wygląda!), ale trochę boję się tego biegania od miejsca do miejsca na samym początku. Dowiedziałam się, że pierwszy tydzień października na filologii to czas na sprawy organizacyjne i nie ma wtedy zajęć tylko jakieś obowiązkowe spotkania. Trochę to dziwne, ale cóż można zrobić...

sobota, 15 września 2012

IV Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej

Od wczoraj do jutra odbywa się IV Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej. Załapałam się na niego w ramach wolontariatu i... było warto! W tym roku w katowickim Spodku grają 4 drużyny: Tauron MKS Dąbrowa Górnicza, Dinamo Moskwa, Crvena Zvezda Belgrad i Azerrail Baku. Emocji fanom siatkówki żeńskiej z pewnością nie brakuje - doping kibiców podczas meczów Tauronu jest pierwszorzędny! Całość można również zobaczyć w telewizji (np. TVP Sport). Jako wolontariusz dostałam koszulkę i imienny identyfikator (nawet ze zdjęciem!). W Spodku muszę "przesiedzieć" dużo czasu - wczoraj 7h, dzisiaj 6h. Jest nudnawo dopóki nie gra Tauron. Wtedy schodzi się najwięcej osób, jest najgłośniej i najbardziej interesująco. Niestety "nasze" dzisiaj przegrały 3-0 z Dinamo Moskwa, ale mecz był pasjonujący i wyrównany.

Podczas tych trzech dni można oddawać krew i zapisywać się do banku dawców szpiku kostnego w autobusach przed Spodkiem.

Jutro zamiast do Spodka wybieram się na Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB w Dąbrowie Górniczej, również jako wolontariusz. Nie wiem jeszcze jak to wszystko wygląda, pewnie opiszę całość w poniedziałek lub wtorek. A podczas ostatniego Rajdu załapałam kleszcza (niestety!) i teraz mam strasznie swędzący czerwony punkcik na nodze, ale pani Doktór stwierdziła, że antybiotyk trza wziąć! ;)

czwartek, 13 września 2012

Dzień Nauki i Przemysłu

W środę odbył się Dzień Nauki i Przemysłu w Gliwicach. Byłam, ale... nie było nic tak pasjonującego, co wywołałoby mój zachwyt. Obejrzałam wszystkie stanowiska (w większości albo siedziały znudzone dziewczyny, albo byli jacyś panowie w garniturach bardzo zainteresowani sobą i nic poza tym). Były 2 auta do oglądania, "pokój" w 3D, zdalnie sterowany szybowiec (rozłożony, w walizce a byłam koło 12!). Szczerze mówiąc, zawiodłam się, bo liczyłam na zdecydowanie więcej pokazywania niż gadania. Właściwie nie ma nawet o czym pisać.

Również wczoraj byłam na pierwszych korepetycjach w tym roku szkolnym i z utęsknieniem czekam na kolejne. Już zakupiłam podręczniki (allegro, gimnazjum stara podstawa - za grosze!) i tylko czekam aż będę mogła torturować moich podopiecznych nowymi czytankami ;)

Dzisiaj dowiedziałam się, że zostałam wytypowana do udziału w uroczystej immatrykulacji studentów I roku na Politechnice Śląskiej. Jest to tak uroczyste, że mamy nawet próbę generalną! W taki właśnie sposób 27 września  i 1 października muszę być w Gliwicach ;) Strasznie się cieszę, chociaż właściwie nie wiem czy wybrali mnie ze względu na wysoką pozycję na liście czy na chybił-trafił. Wiem, że z każdego wydziału zapraszają jedną dziewczynę i jednego chłopaka. Pojadę to zobaczę co się dzieje!

wtorek, 11 września 2012

Zdołowana

Całkowicie straciłam motywację do nauki hiszpańskiego, bo straciłam mój cel! Niestety nie mogę zdawać w listopadzie DELE z braku pieniędzy. Sam egzamin to 360 zł, do tego korepetycje (żeby poćwiczyć część ustną) to około 400 zł, jeszcze dojazd i noc w Krakowie (bo egzamin trwa dwa dni) to około 150 zł. Wychodzi prawie 1000 zł! Bardzo nad tym ubolewam, ale liczyłam już wszystko co mam, brałam pod uwagę wszelkie możliwe źródła dochodu. Po cichu liczę na to, że w takim razie w maju dam radę zdać B2, ale z powodu natłoku zajęć od października szczerze w to wątpię. Nie chcę odpuścić nauki i zostać z niczym, ale chyba będę musiała to zrobić.

Hiszpańskiego uczę się od grudnia 2011 i w planach miałam zdawanie DELE B1 w listopadzie 2012. Nauka poszła mi szybko i bezproblemowo, a co najważniejsze niemalże bezpłatnie. Wprawdzie chodziłam na intensywny kurs w lipcu żeby poćwiczyć mówienie, ale nadal nie czuję się na siłach i potrzebuję dodatkowych zajęć. W takim razie będę się uczyć codziennie do końca września, a potem albo raz w tygodniu, albo skupię się jedynie na oglądaniu filmów i czytaniu artykułów. W ten sposób z projektu "certyfikat w rok" zostaje "hiszpański przez 10 miesięcy". Szkoda mi tego, ale może nie zapomnę wszystkiego i dam radę w maju. Oby!

1. Rajd Katowicki

W niedzielę odbył się 1 Rajd Katowicki. Z tego powodu wstałam przed świtem (czytaj: 7 rano), aby stawić się w umówionym miejscu godzinę później. Miałam pracować jako ochroniarz podczas rajdu, jednak całość podzielona była na trzy odcinki. Ja z chłopakami trafiłam do tego położonego w lesie. Może to i dobrze, bo pogoda była upalna a ja w dżinsach... Gdy wreszcie byliśmy na miejscu (w Rudzie Śląskiej) rozdali nam kamizelki odblaskowe, identyfikatory i gwizdki. Po czym zajęliśmy się zabezpieczaniem trasy taśmą. Gdy już wszystkie wyjazdy z lasu na drogę były zablokowane zaczęli nas ustawiać. Ja trafiłam na miejsce, gdzie droga asfaltowa spotykała się z trasą rajdu. Miejsce nie najgorsze - miałam ciągły kontakt z ludźmi. Po chwili przywieźli mi butelkę wody i kazali czekać. W tym miejscu wyścigi zaczęły się dopiero o 11.40 i trwały z krótkimi przerwami do 16.40. W tym czasie przez moje stanowisko przewinęło się dziesiątki rowerzystów, odprawiłam kilkanaście samochodów, informowałam wielu pieszych i widzów. Zdarzało się, że kogoś nie interesowało to, że za chwilę może tędy jechać rozpędzony samochód - on musi zdążyć na szychta i koniec! Było paru awanturników ("A gdzie ja to mogę wszystko zaskarżyć, bo mi się to nie podoba!") i paru ciekawskich ("A po co pani tak ciągle gwiżdże?"), ale zazwyczaj ludzie byli zainteresowani dlaczego nie mogą sobie w spokoju pochodzić po lesie. W tym jednym miejscu spędziłam 7 godzin. Po zakończeniu całości musieliśmy posprzątać folię, oddać kamizelki, odebrać pieniądze. W ten sposób w domu byłam około 18.30, czyli krótko mówiąc - cały dzień poza domem. Z racji tego, że nie wiedziałam gdzie będę stać to nie spryskałam się Offem, więc oczywiście złapałam kleszcza. Jak pójdę drugi raz na taką imprezę to zdecydowanie wezmę sobie więcej jedzenia i jakąś grubą książkę - w przerwach absolutnie nie ma nic do roboty! Wieczorem byłam wykończona całodziennym staniem, ale zadowolona kontaktem z zupełnie obcymi ludźmi. Jedynie dwie, czy trzy osoby były na mnie wściekłe, że "ktoś sobie urządził wyścigi w środku lasu. Jak tak można!".


Polecam obejrzeć końcówkę ;)

sobota, 8 września 2012

Solina 2012

W czwartek wieczorem wróciłam z mojego tygodniowego urlopu na Campusie Akademickim Solina 2012! Jednym słowem - nie ma drugiej takiej siedmiodniowej nieustającej imprezy! Całość odbywa się w środku kompletnej głuszy, nad zalewem, w ośrodku, którego czasy świetności dawno przeminęły. Muzyka gra 24 godziny na dobę, ciągle wszędzie są ludzie. Chcesz wyjść na spacerek o 5 nad ranem? Proszę bardzo, na pewno znajdziesz paru znajomych. Dwa posiłki dziennie to niby trochę mało, ale za to jedzenie jest naprawdę dobre. A wieczorami w każdym możliwym miejscu jest impreza. Niezapomniane przeżycie z atmosferą nie do opisania dla kogoś, kto tego nigdy nie przeżył. Zdecydowanie polecam!

W piątek do pracy z nadzieją na wypłatę a tu niespodzianka. Niestety księgowa na urlopie, trzeba poczekać jeszcze tydzień... No dobra, co miałam robić? Nic się nie kłóciłam, że i tak jestem po terminie a tu nadal nic. Zabrałam swoje 4 tysiące sztuk i poszłam na rejon. Wróciłam absolutnie wykończona... Po tygodniu małej ilości snu taka aktywność fizyczna zdecydowanie nie jest wskazana ;)

Dzisiaj odpoczywam, ale nie leniuchuję. Poprzestawiałam meble w pokoju, trochę posprzątałam i pogrupowałam rzeczy. Okazało się, że mam mnóstwo wolnego miejsca na nowe książki i nie tylko. W ten sposób w pokoju powstały dwie strefy - nauki i odpoczynku. W tej pierwszej jest biurko, regał, niska szafka półka, tablica magnetyczna i fotel obrotowy, a w tej drugiej mam witrynę, komodę, szafę, łóżko i stolik. Porządki jeszcze się nie skończyły, została mi zawartość szafy do ogarnięcia, ale już chyba dzisiaj nie dam rady tego zrobić...

Jutro od samego rana (znów 8.00) jadę na kolejny rajd - tym razem do Katowic i dodatkowo jako... ochroniarz! Jak to mówią "biorę co dają", a to dodatkowa okazja na jakiś zarobek. Przez wydatki na samochód w tym miesiącu jest u mnie zdecydowanie krucho z kasą... Niestety! A muszę coś uzbierać, żeby zapisać się na DELE ;)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Przepis na czekoladową kawę z lodami. Pyszne!

Odchudzanie swoją drogą, ale człowiek nie może się przecież zagłodzić. W związku z moimi niedawnymi imieninami dostałam dwie duże czekolady i postanowiłam coś z nimi zrobić. Metodą prób i błędów wyszedł mi dosłownie obłędnie przepyszny napój kawowo-podobny.

Składniki:
  • 6-8 małych kostek mlecznej czekolady (np. Milka albo Wedel)
  • 50-100 ml mleka
  • łyżeczka kawy (polecam Nescafe Sensazione Creme)
  • lody śmietankowe
Zagotować wodę. W małym rondelku roztopić czekoladę (można na odrobinie masła). Do dużego kubka (albo szklanki) wlać mleko (tak, żeby zajęło ok. 1/3 kubka). Po roztopieniu czekolady przelać mleko do rondla i mieszać, aż do uzyskania gładkiej konsystencji bez grudek. Do kubka wsypać kawę i zalać wodą do 1/3 wysokości kubka. Po połączeniu czekolady z mlekiem, przelać to wszystko do kubka. W tym momencie powinno zostać w kubku miejsce na lody, przed ich włożeniem trzeba pomieszać zawartość. Lody dodać według uznania, ja nakładam 2 łyżki stołowe - wtedy napój jest przyjemnie chłodny i śmietankowo-czekoladowy. 

Najlepiej zacząć konsumpcję gdy lody już trochę się rozpuszczą, warto też pomieszać całość od czasu do czasu. Smak jest czekoladowo-kawowo-śmietankowy, pewnie dobry efekt byłby również z lodami orzechowymi czy waniliowymi, ale tego jeszcze nie sprawdzałam ;)

Jutro wczesnym rankiem wyjeżdżam na w pełni zasłużony 6 dniowy urlop w Bieszczady. Mam nadzieję, że odpocznę i zapomnę, że po powrocie będę musiała wydać majątek na OC moich czterech kółek. Nie zabieram laptopa, więc pewnie w przyszły piątek zobaczę w Anki i Profesorach setki zaległych słówek, ale co tam ;) Jak ja nie dam rady to kto da? ;))