Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2013

Jak ochłodzić mieszkanie latem?

Gdzie nie spojrzeć upały są tematem numer jeden. Wszyscy ciągle powtarzają żeby pić wodę, nie wychodzić w południe i używać kremy do opalania w celu ochrony skóry przed palącym słońcem. Wszystko ładnie pięknie, ale jak wytrzymać w mieszkaniu z oknami na południe i bez klimatyzacji?

Poniższe punkty pomagają przetrwać mojej rodzinie największy skwar od 3 lat. Wcześniej próbowaliśmy przeróżnych sposobów, łącznie z wiatrakiem w każdym pokoju, czy przenośnym klimatyzatorem. Najtańszy i właściwie najłatwiejszy sposób opisałam poniżej. 

W mojej sypialni nie mam klimatyzatora, ani nawet wiatraka, za to spore okno od południa. W ciągu dnia temperatura utrzymuje się na poziomie 26, 27 stopni, wieczorem spada do 23. Koło północy przyjemne 20 stopni gwarantuje mi spokojny sen. 

1. Zasłonić okna od południa
Najlepsze w tym celu są rolety zewnętrzne, niestety są one również najdroższe. Dobrze spiszą się rolety wewnętrzne na szyby, najlepiej zaciemniające i w jasnym kolorze. Najlepiej odbijają promienie słoneczne, o czym można doskonale się przekonać poprzez zwyczajne dotknięcie zasłoniętej szyby. Jest ona naprawdę bardzo gorąca!

Jeśli nie mamy nawet takich rolet warto zasłonić okna żaluzjami, czy chociażby zasłonami. Każda ochrona pomoże nam choć trochę. A na przyszły rok warto lepiej się wyposażyć niż cierpieć katusze ;)

2. Zamknąć okna od południa
W żadnym wypadku nie wpuszczamy słońca do pokoju! Bronimy się przed słońcem, a nie przed powietrzem samym w sobie, dlatego należy pamiętać o zamknięciu okna gdy tylko promienie zaczną go ogrzewać. 

Wyjątki? Jeśli w pokoju jest naprawdę duszno, okno można rozszczelnić. Jeśli na dworze wieje przyjemny chłodny wietrzyk okno można uchylić. Jednak najskuteczniejsze jest zawsze zamykanie okna.

3. Otworzyć drzwi do pokoju
Jeśli zamkniemy okno i zamkniemy również drzwi to zrobimy z tego pokoju piekarnik. Drzwi muszą być otwarte, bo powietrze musi się ruszać! Najlepiej na oścież, jeśli nie można to nawet uchylone dadzą radę. 

Jeśli wieje i mamy uchylone okna to otwarte drzwi umożliwiają lekki przeciąg - świetna opcja podczas upałów!

4. Otworzyć okna od północy
Jeśli mamy okna na kilka stron świata to te od północy warto otworzyć - słońce się na nim nie opiera więc wpuszczamy jedynie (owszem ciepłe) świeże powietrze. Nie można zamykać całego domu na cztery spusty, gdy w nim przebywamy. Pamiętajmy, że sami wydzielamy ciepło, tak samo jak komputery i wszystkie inne urządzenia elektryczne. Przepływ powietrza musi być!

5. W nocy otworzyć wszystkie okna i zamknąć drzwi do sypialni
Noce są świetną porą na wywietrzenie mieszkania. Szczerze mówiąc najlepsza pora to jakaś godzinka przed wschodem słońca, ale komu by się chciało wstawać...

Zamknięte drzwi gwarantują nam chłodzenie tylko pomieszczenia w którym śpimy. W innym przypadku chłodzilibyśmy zbyt dużą powierzchnię (przedpokój, kuchnia, łazienka, pokój dzienny) i nic by z tego nie wyszło. Najchłodniej w nocy musi być w sypialni! 

W pozostałych pomieszczeniach również otwieramy okna i pozwalamy im się chłodzić równocześnie. Zapewne rano będzie w nich cieplej niż w sypialni, ale przynajmniej się wyśpimy.

Jeśli ktoś mieszka nisko i boi się zostawiania otwartych okien na noc to warto je chociaż uchylić.

6. W ciągu dnia nie przebywać w sypialni
Powtórzę jeszcze raz: my też wydzielamy ciepło! Nie nagrzewajmy pomieszczenia do spania. Starajmy się przebywać w kuchni, czy pokoju dziennym. Wyłącz urządzenia w sypialni! Telewizor, komputer? Wyłącz z gniazdka. Ot i cała filozofia.

7. Jeśli nawet masz klimatyzator to...
Zamknij wszystkie okna, te od południa dodatkowo zasłoń. Klimatyzator pobiera prąd, więc jeśli nie chcesz zbankrutować w ciągu miesiąca ułatw mu pracę i nie pozwalaj słońcu nagrzewać mieszkania. 

Klimatyzator wysusza powietrze, dlatego trzeba pamiętać o odpowiednim nawilżeniu.


To chyba tyle. Macie inne pomysły na utrzymaniu w mieszkaniu temperatury zdatnej do życia?

wtorek, 6 sierpnia 2013

Coming up next...

Wakacje w pełni, a ja mam aż za dużo czasu wolnego. Jak zapewne wiecie w ciągu roku szkolnego/akademickiego roboty mam nie tylko po pachy, ale nawet więcej :). Zupełnie nie jestem przyzwyczajona do takiego nic-nie-robienia i na Słowacji męczyło mnie to okropnie, dlatego też wróciłam do Polski. Tutaj mam więcej zajęć i jako tako organizuję sobie jakoś ten nadmiar czasu.

Spędzam go głównie na Courserze, z książką na leżaku, czy w poszukiwaniu blogów i stron internetowych o oszczędzaniu i zarabianiu pieniędzy. W związku z tym posty na blogu też będą o tę tematykę zahaczać. Oczywiście nie jestem ekspertem w zarabianiu, tym bardziej nie mam żadnego doświadczenia w pisaniu recenzji książek. Zresztą tak wiele blogów o tej tematyce można bez problemu znaleźć, że moje tutaj wygłupy byłyby co najmniej śmieszne.

Z tego też powodu będę pisać właśnie o tym blogach i stronach, które czytam i które mnie inspirują. Może zainteresują również Was?

Oprócz tego od około 2 lat poszerzam moją wiedzę na temat Holocaustu oraz zagłady Polaków podczas drugiej wojny światowej. Przeczytałam sporo książek na ten temat, głównie pamiętników, dzienników czy wspomnień, teraz oglądam wykłady na Courserze - The Holocaust. Kurs trwa aż 10 tygodni i co tydzień jest do obejrzenia ponad 2 godzinny wykład (oczywiście podzielony na mniejsze części). Dodatkowo omawiane są książki i filmy związane z tą tematyką. Kurs prowadzony jest przez dwóch starszych panów - gorąco polecam! Posty na ten temat planuję raz w tygodniu, w piątki. Albo polecę jakąś książkę, może jakiś film, albo kurs, czy wykłady. Nie są to pozycje bardzo popularne, dlatego nie powinno to powielać treści innych blogów, zatem nie powinnam przynudzać :). 

sobota, 16 lutego 2013

Koniec słodkiego lenistwa

Dawno mnie tu nie było, ale spokojnie - powoli nadrabiam blogowe zaległości. Szczerze mówiąc moja nieobecność nie była spowodowana zapracowaniem, przemęczeniem czy brakiem czasu a raczej lenistwem. Odkąd zaczęła się sesja (21 stycznia), a tym bardziej od początku lutego (kiedy to miałam większość zaliczeń za sobą) mam strasznego lenia. I to nawet nie chodzi o to, że nie chce mi się rano zwlec z łóżka czy wyjść z domu. Ja mam lenia intelektualnego! Poczytać książkę? E tam, łatwiej obejrzeć film. Poczytać blogi? Pff, lepiej kupię sobie nową pościel! Pouczyć się niemieckiego? Nieee, lepiej poodkurzam. Ułożyć sobie plan na drugi semestr? Ehhh, może jednak zrobię porządek w szafie. Zrobić zaległe zadania z gramatyki? Hmm, jeszcze dzisiaj nie jeździłam na rowerze!

Nawet przemalowałam pokój, poprzestawiałam meble, zrobiłam mnóstwo zakupów i byłam na szkoleniu w ArcelorMittal. Ale nie ruszyłam niemalże niczego, co wymaga nieprzerwanego skupienia. Mimo wszystko udało mi się pozaliczać wszystkie kolokwia i egzaminy w pierwszym terminie, na dodatek na niezłe oceny (głównie 4 i 4,5). Średnia z tego wszystkiego również wyszła przyzwoita - 4,0625 na filologii i 4,25 na inżynierii. Nie jest to może szczyt moich marzeń, ale biorąc pod uwagę liczbę zajęć jakie miałam w pierwszym semestrze (filologia, inżynieria, praca weekendowa, codzienne korepetycje i kurs hiszpańskiego) to myślę, że jest nieźle ;) Jedyne, co mi pozostało to uzupełnienie wszystkich wpisów i egzamin ustny, który jest formalnością na moim kierunku (5 min. rozmowy o obrazku). Nie mogłam do niego podejść, bo w tym samym czasie miałam inny egzamin.

W wersjach roboczych grzecznie czekają na publikację kolejne dwa posty - o językach obcych i organizacji miejsca nauki. Muszę je jeszcze trochę dopieścić, ale niedługo powinny się pojawić. 

Z ciekawych rzeczy: zainteresowanym językiem chińskim polecam stronę Chinese for Europeans (kolejny projekt z programu UE Lifelong Learning Programme), która zdaje się przyda się głównie osobom początkującym. Znajdziemy tutaj lekcje języka chińskiego po angielsku, a w wersji dla dzieci w każdym języku Unii Europejskiej (w tym po polsku). Warto zajrzeć zwłaszcza, że wszystko jest za darmo.

wtorek, 12 lutego 2013

Wiedeń - miasto dla (nie)zmotoryzowanych?

Wiedeń często wygrywa w rankingach na miasto o najwyższej wygodzie życia i dzieje się to nie bez powodu. Dziesięć lat temu został uchwalony Wiedeński Plan Ruchu, który zakłada, że w mieście najważniejszy jest pieszy. Tak - to samochody muszą się dostosować do ruchu innych, a nie wszyscy uciekać przed rozpędzonymi golfami i fiatami. Wszystko ładnie pięknie, ale jak coś takiego jest realizowane?

W założeniu pieszy ma możliwość przejścia przez miasto najkrótszą możliwą trasą i przy tym być całkowicie bezpiecznym. Przykład? Przejścia podziemne - owszem istnieją, ale można również przejść normalnie pasami. Nie ma barierek przy przystankach tramwajowych, więc można "przelatywać" przez ulicę, gdy się spieszymy. Czas oczekiwania przy przejściu dla pieszych to maksymalnie 40 sekund. Są ulice, po których można poruszać się tylko i wyłącznie pieszo. Wiedeń jest przystosowany do ruchu osób niepełnosprawnych i z małymi dziećmi. Krawężniki są niskie, na wszystkich światłach są również dźwięki, a brzeg tramwaju jest na wysokości chodnika. Często całe skrzyżowania są podnoszone, a przy przystankach autobusowych funkcjonują "antyzatoki", czyli po prostu wyspy na środku ulicy po to, żeby samochód nie mógł przejechać obok i przeszkodzić w ruchu pieszym. Same pasy często są zmniejszone - węższy pas = większa ostrożność podczas jazdy.

Wszystko po to, aby zostawić samochód i przesiąść się do komunikacji miejskiej, albo pokonać krótkie odcinki pieszo. Tramwaje (i autobusy) mają "zieloną falę" po to, by zatrzymywały się tylko na przystankach. Ponadto ograniczenia prędkości do 30 km/h, ulice jednokierunkowe, podziemne parkingi, stosunkowo tanie bilety komunikacji zbiorowej, system rowerów miejskich, mnóstwo ścieżek rowerowych (a rowery mogą wszędzie jeździć w dwóch kierunkach). Dobrym sposobem są również parkingi na przedmieściach zaraz przy stacji metra - w ten sposób nie trzeba daleko szukać innego środka transportu do centrum niż samochód.

Poruszanie się autem po Wiedniu po prostu się nie opłaca - zajmuje mnóstwo czasu i sporo kosztuje ;)

Dla zainteresowanych:

niedziela, 21 października 2012

5 spraw - potrzebuję Waszej pomocy! ;)

Dostałam certyfikat z Eurokobiety! Wreszcie do mnie przyszedł, wraz z dyplomem ukończenia szkolenia. Całość wygląda profesjonalnie i baaardzo oficjalnie. Aż się zdziwiłam, że ukończyłam coś takiego całkowicie za darmo ;). Każdy certyfikat ma swój numer, dzięki czemu na stronie www można sprawdzić jakie moduły i na jaki procent się zaliczyło. 

Druga rzecz - w środę wreszcie mam spotkanie dotyczące kierunku zamawianego. Może wreszcie coś zacznie się dziać i zaczniemy dostawać te wszystkie bonusy, którymi tak zachęcali. A w czwartek pisałam pierwszą kartkówkę na studiach! Z logiki, banalnie prosta, oczywiście 5/5 pkt. Muszę też zabrać się za pisanie referatu o zanieczyszczeniu wód, ale po pierwsze dorwać książkę babki na ten temat (żeby mnie czymś nie zagięła ;). 

W tym tygodniu byłam też w kinie. Wszystko dzięki premii, którą dostaję - dwa zaproszenia do Heliosa na dowolny film z wyjątkiem 3D. Co właściwie jest dobre, bo nie cierpię 3D! Te wypady do kina to mój "wieczór z mamą", w podziękowaniu za to wszystko co dla mnie robi. W zeszłym miesiącu byłyśmy na "Madagaskarze 3", w tym na "Na tropie Marsupilami". Specjalnie wybieram komedie familijne, bo przy takich najlepiej się rozerwać. No i nie jestem jedyną osobą, która przyszła do kina z mamą ;). Obie jesteśmy z tego bardzo zadowolone i już myślę na co ją zabiorę w listopadzie. Jakieś propozycje?

Następna sprawa tyczy się mojej powiększającej się niezależności finansowej. Od mniej więcej roku stopniowo sama płacę za wszystko, co moje. Początkowo były to tylko drobne rzeczy, aktualnie jest to niemalże wszystko. Sama płacę za książki, ubrania, buty, kosmetyki, leki, wyjazdy, rozrywki, telefon i przede wszystkim za paliwo i wszelkie koszty związane z utrzymaniem samochodu (paliwo, przegląd, ubezpieczenie, wymiana rozrządu, opony itd). Jestem z siebie okropnie dumna, od listopada chcę przestać dostawać kieszonkowe od rodziców - zwłaszcza, że mam wypłatę, korepetycje, stypendium socjalne i stypendium naukowe. W ten sposób rodzice będą finansować jedynie wszelkie media wspólne (woda, prąd, gaz, węgiel, telewizja, internet itp) oraz jedzenie (przecież nie będę mamie płacić za obiad). Za to od czasu do czasu zdarza się, że robię zakupy dla całej rodziny ;).

No i ostatnia kwestia, również tycząca się pieniędzy. W tym roku mama się uparła, że zapłaci za moje wakacje (Solina 2012) to teraz mam ogromną ochotę odwdzięczyć się rodzicom. W listopadzie mają 20 rocznicę ślubu i z tej okazji chciałabym kupić im jakiś krótki wypad za miasto. Myślę o ofertach na Grouponie, zwłaszcza o TEJ ofercie. I stąd moje pytanie - mieliście już doświadczenie z wykupywaniem ofert na Grouponie? I po drugie - co myślicie o tej konkretnej ;)? Mnie bardzo się spodobała, jest to umiarkowanie daleko (ok. 250km ode mnie) i wiem, że rodzice nie zwiedzili tej części Polski. Skłaniam się ku opcji 4-dniowej w apartamencie. Podoba mi się termin - jest ważny aż do końca kwietnia 2013! Co myślicie, kupić czy poczekać na inne oferty? ;) Pomóżcie!

sobota, 15 września 2012

IV Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej

Od wczoraj do jutra odbywa się IV Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej. Załapałam się na niego w ramach wolontariatu i... było warto! W tym roku w katowickim Spodku grają 4 drużyny: Tauron MKS Dąbrowa Górnicza, Dinamo Moskwa, Crvena Zvezda Belgrad i Azerrail Baku. Emocji fanom siatkówki żeńskiej z pewnością nie brakuje - doping kibiców podczas meczów Tauronu jest pierwszorzędny! Całość można również zobaczyć w telewizji (np. TVP Sport). Jako wolontariusz dostałam koszulkę i imienny identyfikator (nawet ze zdjęciem!). W Spodku muszę "przesiedzieć" dużo czasu - wczoraj 7h, dzisiaj 6h. Jest nudnawo dopóki nie gra Tauron. Wtedy schodzi się najwięcej osób, jest najgłośniej i najbardziej interesująco. Niestety "nasze" dzisiaj przegrały 3-0 z Dinamo Moskwa, ale mecz był pasjonujący i wyrównany.

Podczas tych trzech dni można oddawać krew i zapisywać się do banku dawców szpiku kostnego w autobusach przed Spodkiem.

Jutro zamiast do Spodka wybieram się na Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB w Dąbrowie Górniczej, również jako wolontariusz. Nie wiem jeszcze jak to wszystko wygląda, pewnie opiszę całość w poniedziałek lub wtorek. A podczas ostatniego Rajdu załapałam kleszcza (niestety!) i teraz mam strasznie swędzący czerwony punkcik na nodze, ale pani Doktór stwierdziła, że antybiotyk trza wziąć! ;)

czwartek, 13 września 2012

Dzień Nauki i Przemysłu

W środę odbył się Dzień Nauki i Przemysłu w Gliwicach. Byłam, ale... nie było nic tak pasjonującego, co wywołałoby mój zachwyt. Obejrzałam wszystkie stanowiska (w większości albo siedziały znudzone dziewczyny, albo byli jacyś panowie w garniturach bardzo zainteresowani sobą i nic poza tym). Były 2 auta do oglądania, "pokój" w 3D, zdalnie sterowany szybowiec (rozłożony, w walizce a byłam koło 12!). Szczerze mówiąc, zawiodłam się, bo liczyłam na zdecydowanie więcej pokazywania niż gadania. Właściwie nie ma nawet o czym pisać.

Również wczoraj byłam na pierwszych korepetycjach w tym roku szkolnym i z utęsknieniem czekam na kolejne. Już zakupiłam podręczniki (allegro, gimnazjum stara podstawa - za grosze!) i tylko czekam aż będę mogła torturować moich podopiecznych nowymi czytankami ;)

Dzisiaj dowiedziałam się, że zostałam wytypowana do udziału w uroczystej immatrykulacji studentów I roku na Politechnice Śląskiej. Jest to tak uroczyste, że mamy nawet próbę generalną! W taki właśnie sposób 27 września  i 1 października muszę być w Gliwicach ;) Strasznie się cieszę, chociaż właściwie nie wiem czy wybrali mnie ze względu na wysoką pozycję na liście czy na chybił-trafił. Wiem, że z każdego wydziału zapraszają jedną dziewczynę i jednego chłopaka. Pojadę to zobaczę co się dzieje!

wtorek, 11 września 2012

1. Rajd Katowicki

W niedzielę odbył się 1 Rajd Katowicki. Z tego powodu wstałam przed świtem (czytaj: 7 rano), aby stawić się w umówionym miejscu godzinę później. Miałam pracować jako ochroniarz podczas rajdu, jednak całość podzielona była na trzy odcinki. Ja z chłopakami trafiłam do tego położonego w lesie. Może to i dobrze, bo pogoda była upalna a ja w dżinsach... Gdy wreszcie byliśmy na miejscu (w Rudzie Śląskiej) rozdali nam kamizelki odblaskowe, identyfikatory i gwizdki. Po czym zajęliśmy się zabezpieczaniem trasy taśmą. Gdy już wszystkie wyjazdy z lasu na drogę były zablokowane zaczęli nas ustawiać. Ja trafiłam na miejsce, gdzie droga asfaltowa spotykała się z trasą rajdu. Miejsce nie najgorsze - miałam ciągły kontakt z ludźmi. Po chwili przywieźli mi butelkę wody i kazali czekać. W tym miejscu wyścigi zaczęły się dopiero o 11.40 i trwały z krótkimi przerwami do 16.40. W tym czasie przez moje stanowisko przewinęło się dziesiątki rowerzystów, odprawiłam kilkanaście samochodów, informowałam wielu pieszych i widzów. Zdarzało się, że kogoś nie interesowało to, że za chwilę może tędy jechać rozpędzony samochód - on musi zdążyć na szychta i koniec! Było paru awanturników ("A gdzie ja to mogę wszystko zaskarżyć, bo mi się to nie podoba!") i paru ciekawskich ("A po co pani tak ciągle gwiżdże?"), ale zazwyczaj ludzie byli zainteresowani dlaczego nie mogą sobie w spokoju pochodzić po lesie. W tym jednym miejscu spędziłam 7 godzin. Po zakończeniu całości musieliśmy posprzątać folię, oddać kamizelki, odebrać pieniądze. W ten sposób w domu byłam około 18.30, czyli krótko mówiąc - cały dzień poza domem. Z racji tego, że nie wiedziałam gdzie będę stać to nie spryskałam się Offem, więc oczywiście złapałam kleszcza. Jak pójdę drugi raz na taką imprezę to zdecydowanie wezmę sobie więcej jedzenia i jakąś grubą książkę - w przerwach absolutnie nie ma nic do roboty! Wieczorem byłam wykończona całodziennym staniem, ale zadowolona kontaktem z zupełnie obcymi ludźmi. Jedynie dwie, czy trzy osoby były na mnie wściekłe, że "ktoś sobie urządził wyścigi w środku lasu. Jak tak można!".


Polecam obejrzeć końcówkę ;)

sobota, 8 września 2012

Solina 2012

W czwartek wieczorem wróciłam z mojego tygodniowego urlopu na Campusie Akademickim Solina 2012! Jednym słowem - nie ma drugiej takiej siedmiodniowej nieustającej imprezy! Całość odbywa się w środku kompletnej głuszy, nad zalewem, w ośrodku, którego czasy świetności dawno przeminęły. Muzyka gra 24 godziny na dobę, ciągle wszędzie są ludzie. Chcesz wyjść na spacerek o 5 nad ranem? Proszę bardzo, na pewno znajdziesz paru znajomych. Dwa posiłki dziennie to niby trochę mało, ale za to jedzenie jest naprawdę dobre. A wieczorami w każdym możliwym miejscu jest impreza. Niezapomniane przeżycie z atmosferą nie do opisania dla kogoś, kto tego nigdy nie przeżył. Zdecydowanie polecam!

W piątek do pracy z nadzieją na wypłatę a tu niespodzianka. Niestety księgowa na urlopie, trzeba poczekać jeszcze tydzień... No dobra, co miałam robić? Nic się nie kłóciłam, że i tak jestem po terminie a tu nadal nic. Zabrałam swoje 4 tysiące sztuk i poszłam na rejon. Wróciłam absolutnie wykończona... Po tygodniu małej ilości snu taka aktywność fizyczna zdecydowanie nie jest wskazana ;)

Dzisiaj odpoczywam, ale nie leniuchuję. Poprzestawiałam meble w pokoju, trochę posprzątałam i pogrupowałam rzeczy. Okazało się, że mam mnóstwo wolnego miejsca na nowe książki i nie tylko. W ten sposób w pokoju powstały dwie strefy - nauki i odpoczynku. W tej pierwszej jest biurko, regał, niska szafka półka, tablica magnetyczna i fotel obrotowy, a w tej drugiej mam witrynę, komodę, szafę, łóżko i stolik. Porządki jeszcze się nie skończyły, została mi zawartość szafy do ogarnięcia, ale już chyba dzisiaj nie dam rady tego zrobić...

Jutro od samego rana (znów 8.00) jadę na kolejny rajd - tym razem do Katowic i dodatkowo jako... ochroniarz! Jak to mówią "biorę co dają", a to dodatkowa okazja na jakiś zarobek. Przez wydatki na samochód w tym miesiącu jest u mnie zdecydowanie krucho z kasą... Niestety! A muszę coś uzbierać, żeby zapisać się na DELE ;)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Przepis na czekoladową kawę z lodami. Pyszne!

Odchudzanie swoją drogą, ale człowiek nie może się przecież zagłodzić. W związku z moimi niedawnymi imieninami dostałam dwie duże czekolady i postanowiłam coś z nimi zrobić. Metodą prób i błędów wyszedł mi dosłownie obłędnie przepyszny napój kawowo-podobny.

Składniki:
  • 6-8 małych kostek mlecznej czekolady (np. Milka albo Wedel)
  • 50-100 ml mleka
  • łyżeczka kawy (polecam Nescafe Sensazione Creme)
  • lody śmietankowe
Zagotować wodę. W małym rondelku roztopić czekoladę (można na odrobinie masła). Do dużego kubka (albo szklanki) wlać mleko (tak, żeby zajęło ok. 1/3 kubka). Po roztopieniu czekolady przelać mleko do rondla i mieszać, aż do uzyskania gładkiej konsystencji bez grudek. Do kubka wsypać kawę i zalać wodą do 1/3 wysokości kubka. Po połączeniu czekolady z mlekiem, przelać to wszystko do kubka. W tym momencie powinno zostać w kubku miejsce na lody, przed ich włożeniem trzeba pomieszać zawartość. Lody dodać według uznania, ja nakładam 2 łyżki stołowe - wtedy napój jest przyjemnie chłodny i śmietankowo-czekoladowy. 

Najlepiej zacząć konsumpcję gdy lody już trochę się rozpuszczą, warto też pomieszać całość od czasu do czasu. Smak jest czekoladowo-kawowo-śmietankowy, pewnie dobry efekt byłby również z lodami orzechowymi czy waniliowymi, ale tego jeszcze nie sprawdzałam ;)

Jutro wczesnym rankiem wyjeżdżam na w pełni zasłużony 6 dniowy urlop w Bieszczady. Mam nadzieję, że odpocznę i zapomnę, że po powrocie będę musiała wydać majątek na OC moich czterech kółek. Nie zabieram laptopa, więc pewnie w przyszły piątek zobaczę w Anki i Profesorach setki zaległych słówek, ale co tam ;) Jak ja nie dam rady to kto da? ;))

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

3 Rajd Dąbrowy Górniczej

Byłam wczoraj na 3 Rajdzie Samochodowym w Dąbrowie Górniczej. Akurat dostałam zaproszenie żeby nakręcić przejazdy uczestników, więc nie zastanawiając się długo zgodziłam się od razu. 
Gdy tylko dotarłam na miejsce wczoraj wczesnym rankiem (czytaj: 8.30) zaczęło lać, wiać i być bardzo nieciekawie. Oczywiście męska część załogi bardzo się ucieszyła, "bo będzie niebezpiecznie". No ale dobra... Odebrałam plakietkę (tym razem zielona z napisem media) i czekałam 3 godziny na rozpoczęcie imprezy. W tym czasie zapoznawaliśmy się całą ekipą z trasą (gdzie start, meta, ile samochodów itd). Oczywiście zaraz przed samym startem zmieniły się wszystkie dotychczasowe ustalenia i okazało się, że pierwsza część jest na terenie Expo Silesia. Poczekaliśmy aż uczestnicy przejadą pod urząd miejski i akurat wtedy przestało padać! I bardzo dobrze bo nie wyobrażam sobie kręcenia w deszczu... Każdy uczestnik przejeżdżał trasę 3 razy, więc ja sama zebrałam trochę materiału, chłopaki też mieli niemało. Widzów nawet trochę przyszło, zwłaszcza po tym, jak przestało padać. Głównie byli to ojcowie z synami, baardzo mało pań. Nie było wypadków, kraks, ani nic tak bardzo ekscytującego. Kierowca subaru przede wszystkim chciał się popisać, ciekawie jechał również polonez. Mimo wszystko myślę, że opłacało się wystać swoje i kamerować do upadłego. 
Zmontowany filmik już wkrótce do obejrzenia na Youtube, niestety to ostatni rajd w tym sezonie. Za to już 15 września w Warszawie odbędzie się Verva Street Racing - okazja do pooglądania super aut! Bardzo możliwe, że się na to wybiorę ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Tauron Nowa Muzyka 2012

Jako, że jednym z moich celów jest bycie wolontariuszem to zaczęłam się interesować wszelkimi imprezami masowymi organizowanymi w moim regionie. Na Tour de Pologne się spóźniłam, parę koncertów również przegapiłam (Off! ;(  niestety...), ale za to na festiwal Tauronu się załapałam! Na początku sierpnia wysłałam maila do koordynatorki wolontariuszy, po czym wypełniłam formularz i czekałam. W końcu dostałam się na stanowisko garderoby. W teorii powinnam obsługiwać artystów na backstage'u i właśnie z takim pojęciem pojawiłam się na spotkaniu organizacyjnym. Podpisałam umowę, dostałam opaskę i dowiedziałam się, że pracę z artystami zaczynam w piątek rano. Nie byłam zbyt zadowolona z powodu godziny, bo musiałam komuś przekazać roznoszenie gazet, ale dałam radę. Gdy przyjechałam na miejsce okazało się, że dziewczyny z mojej grupy "ogarniają backstage" co oznaczało po prostu sprzątanie. Później siedziałyśmy parę godzin na trawce pod parasolami i czekałyśmy aż ktoś wreszcie się nami zainteresuje. Wieczorem okazało się, że tak naprawdę nie jesteśmy do niczego potrzebne i możemy robić co chcemy. Wszystkie miałyśmy dwie opaski - wolontariat i backstage, co oznaczało, że mogłyśmy się dostać niemalże wszędzie bez problemu. Troszkę później zostałam przydzielona do pomocy na bramie od backstage'u. Krótko mówiąc sprawdzałam czy wchodzący są na liście, a koleżanka zapinała im opaski. Po godzinie 21 miałam wolne. Dostałyśmy koszulki ("I'm a volunteer! How can I help you?"), w rozmiarach M-XL... Krótko mówiąc eMka sięgała mi do kolan ;). Dostałyśmy też wodę i talony na jedzenie, dziewczyny spały za darmo na polu.

Drugiego dnia zgłosiłam się na 16.00 w moim punkcie pracy. Już na starcie okazało się, że jest wielkie zamieszanie i zamiast mnie ktoś inny był wpisany na to stanowisko, ale jakoś się wszystko odkręciło. Za to nie minęło 10 minut jak przyjechał pan i chciał wejść. Pech chciał, że nie było żadnych opasek. Biedny czekał 1,5 godziny aż przyjedzie szef, otworzy biuro i przyniosą opaski. Masakra po prostu. Ale później już raczej były luzy, rzadko ktokolwiek do nas przychodził raczej wjeżdżały tylko merce z gwiazdami w tą i z powrotem. Ostatnią godzinę było tak zimno, że myślałam że zamarznę. Nie mogłyśmy wyjść z backstage'u ani przynieść sobie ciuchów na zmianę... Ogólnie największą zaletą pracy w tym miejscu jest... możliwość korzystania z toalety dla artystów! Naprawdę! W porównaniu z toi-toiami dla zwykłych śmiertelników, toalety dla vipów wyglądają jak pomieszczenia w normalnym budynku... Z klimatyzacją na dodatek!

Miałam robić co innego niż robiłam, ale jestem zadowolona z tych dwóch dni. Nauczyłam się trochę o organizacji takich imprez. Dowiedziałam się jak to wszystko wygląda z drugiej strony. Nie żałuję, ale nie wiem czy poszłabym drugi raz na Tauron. Według mnie troszkę to jest zbyt mało zorganizowane. Od 9 do 15 można wejść na cały teren na tylko jedną opaskę, potem zamykają wszystko a opasek brakuje... W przyszłym roku wolałabym pomagać przy innej imprezie... Ale rok się jeszcze nie skończył więc może załapię się na coś jeszcze ;)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Cel sierpniowy

Zgodnie z obmyślanym parę dni temu planem działania umieszczam cel sierpniowy:

1. Angielski:
  • Destination C1&C2: 22 rozdziały 
  • The Changing World: dokończyć 
  • Testy B2-C1: 55 zadań 
  • Profesor Henry: 350 słówek 
2. Hiszpański:
  • Uso de la gramatica espanola intermedio: całość 
  • Tiempo para practicar el Indicativo y el Subjuntivo: 4 pierwsze rozdziały 
  • Aprende gramatica y vocabulario: rozdziały leksykalne 
  • Testy A2-B1: dokończyć 
  • Profesor Pedro: 500 słówek 
3. Niemiecki:
  • Niemiecki dla średniozaawansowanych B1-B2: dokończyć 
  • Aspekte B2: opanować 2 pierwsze rozdziały 
  • Zadania maturalne (PWN): czytanie i słuchanie poziom rozszerzony 
  • Profesor Klaus: 350 słówek 
4. Szkolenia:
  • Eurokobieta: 7 szkoleń (dokończyć) 
  • Akademia PARP: 1 szkolenie 
  • UŚ chemia kurs wyrównawczy: całość 
  • Coursera 
5. Inne: 
  • Don Kichot: dokończyć 
  • 4 filmy po hiszpańsku 
  • 30 day shred (lvl 1 - 3)

piątek, 27 lipca 2012

Znalazłam pracę!

Muszę się pochwalić! Wczoraj podpisałam kolejną umowę i znalazłam kolejną pracę. Pierwsze cv wysłałam 28 czerwca, ostatnie 20 lipca (więc jeszcze ktoś może dzwonić). Najłatwiej to wszystko przedstawić w liczbach:

Statystyki:
28 - dni szukałam pracy
18 - CV wysłałam
5 - telefonów otrzymałam
3 - prac przyjęłam
1 - pracę ja odrzuciłam
1 - raz mnie odrzucono

Korepetycje:
4980 - minut przepracowałam
83 - godziny przepracowałam
8 - uczniów miałam

Aktualnie udzielam korepetycji (w wakacje tylko jeden uczeń niestety), przeprowadzam inwentaryzację i dostarczam mieszkańcom tygodnik "Twoje Zagłębie". W lipcu wieczory 5 dni w tygodniu mam zajęte hiszpańskim, ale już się zastanawiam co będę robić w sierpniu. Mam kilka możliwości (a zapewne wkrótce znajdę więcej):

1.Kształcić się we własnym zakresie
Mogę się intensywnie zabrać za zaczęte szkolenia, pouczyć się hiszpańskiego z samouczków, skupić się na czytaniu interesujących książek czy nadal poszukiwać pracy.

2. Zainwestować w kurs konwersacyjny bądź korepetycje
Równie dobrze mogę chodzić na kurs przez dwa tygodnie do Empiku lub poszukać własnego korepetytora, który pomógłby mi przygotować się do DELE (to chyba najlepszy pomysł).

3. Skupić się na wolontariacie
Jak na razie to jedynie szukałam w internecie ogłoszeń, ale chyba warto zadzwonić do fundacji i popytać czy  kogoś nie potrzebują choćby na miesiąc.

4. Leniuchować
To raczej nie jest opcja dla mnie gdyż zwariuję z nudów a nie odpocznę, ale zawsze wchodzi w grę.

Im dłużej nad tym myślę to przekonuję się do połączenia wszystkich punktów, tzn: intensywnie wziąć się za szkolenia, znaleźć korepetytora i skupić się na wolontariacie. Wtedy będę spokojna: poszerzę kwalifikację, przygotuję się do egzaminu i będę miała wypełniony czas. Mam jeszcze trochę czasu na wymyślenie czego tak naprawdę chcę ;)

środa, 25 lipca 2012

Praca w wakacje?

Większość moich znajomych szuka zarobku w wakacje i wbrew pozorom nie jest to takie proste. Główne źródło utrzymania w roku szkolnym (czytaj: korepetycje) już nie jest tak dochodowe z uwagi na małą ilość klientów. Z drugiej strony mało kto chce być przyjętym na pełny etat, poza tym mało który pracodawca chce przyjmować maturzystę na pełny etat i umowę o pracę. W takim wypadku zostają prace dorywcze. I znowu - kto w tym wieku chce rozdawać ulotki? Tylko ci najbardziej potrzebujący. Wiele osób pracuje na umowy zlecenia w supermarketach - tam zawsze jest dużo do roboty: na kasie, przy wykładaniu towaru, przy załadunku i rozładunku, przy inwentaryzacji, przy stoisku z mięsem, itd... Wprawdzie jest to praca fizyczna i często bardzo męcząca (zwłaszcza dla kręgosłupa) to można sobie dorobić co jakiś czas. Kolejna rzecz to pomoc przy różnorodnych imprezach kulturalnych - koncerty, kabarety, wyścigi, filmy pod chmurką; właśnie tam potrzeba takich młodych zapaleńców na zlecenie. 

Ale gdzie szukać?
W internecie! Najlepiej rozesłać CV do agencji pracy tymczasowej, bo to zazwyczaj przez pośredników tego typu znajdujemy pracę dorywczą. Przykładem może być Randstad, Manpower, LeasingTeam, ITC Grupa, Job-Impulse, OTTO i mnóstwo innych. Agencje mają również swoje biura - dobrze jest się przejść, porozmawiać z panią za biurkiem, powiedzieć jaka praca nas interesuje, zostawić swoje CV. Jak już dana agencja nas "wypróbuje" to potem sami będą dzwonić i pytać czy jest się zainteresowanym taką a taką pracą. Często jest tak, że pierwsze 2-4 razy są mniej płatne niż kolejne, czyli np. jak po raz 5 pójdziemy na inwentaryzację z tej samej agencji to zapłacą nam więcej za tą samą pracę. 

Na co uważać?
Na wszelkie oferty, z nazwą "PRACA DLA STUDENTA", "BEZ DOŚWIADCZENIA", "DLA STUDENTÓW ZAOCZNYCH", "DLA MATURZYSTÓW". Wszystko zazwyczaj pisane Caps Lockiem, w ofercie podane są przyszłe zarobki (od 1500-3000 + premie!) i zaznaczone jest, że "to nie telemarketing!", do tego oferują sporo wakatów (od 5 do nawet 20). Takie "nabory" prowadzone są przez firmy, o których nie ma nic w internecie (opisują się jako młoda, rozwijająca się firma z zakresu marketingu, reklamy, PR). Naprawdę nie warto nawet czytać takich ogłoszeń, bo po dotarciu na "rozmowę kwalifikacyjną" okazuję się, że praca będzie zupełnie inaczej wyglądała niż jest to opisane w ogłoszeniu. 

Oczywiście znalezienie pracy na etat wygląda zapewne inaczej, ale według mnie praca dorywcza na zlecenie jest najlepszą formą zarobku dla maturzystów-przyszłych-studentów w te najdłuższe wakacje w życiu - w końcu trzeba też odpocząć!

poniedziałek, 23 lipca 2012

Wakacyjne kursy językowe

Zarówno podczas tych jak i poprzednich wakacji chodzę na wakacyjny kurs językowy. W moim przypadku wybór padł na Empik School ze względu na największą możliwość utworzenia grupy. W zeszłym roku byłam również w Profi Lingua, ale dowiedziałam się, że kurs raczej się nie odbędzie. Może w innych miastach wygląda to inaczej, u mnie niestety jest problem ze znalezieniem 4 osób na podobnym poziomie chcących się uczyć w wakacje. W zeszłym roku chodziłam w sierpniu na niemiecki, w tym roku w lipcu na hiszpański. Zarówno wtedy jak i teraz zajęcia bardzo mi się podobają, nie mam problemu z motywacją, żeby się zebrać i pójść na lekcje. Chodzę 5 dni w tygodniu od 18.30-20.55, łącznie jest to 60 godzin lekcyjnych za 599zł. Jestem zadowolona z poziomu, w mojej grupie (wtedy i teraz) są 4 osoby, lektorka ma czas na zajęcie się każdym z osobna. Wprawdzie nie są to konwersacje, ale dużo czasu spędzamy na mówieniu. Podczas kursu trzeba napisać dwa testy - w połowie i pod koniec. Przez ten miesiąc nauki realizuje się tą samą porcję materiału co normalnie przez cały semestr, przerabiamy pół książki.

W zeszłym roku kurs bardzo pomógł mi w przyzwyczajeniu się do mówienia i w płynnym wypowiadaniu się, a nie tylko na odpowiadaniu zdawkowo na pytania, dzięki niemu nie miałam problemu w listopadzie na części ustnej ZD. W tym roku wydaje mi się, że mówimy jeszcze więcej i przez to nie realizujemy tak szybko materiały z książki. To, jak wyglądają zajęcia zależy w dużej mierze od lektorki - nigdy jeszcze nie trafiłam na złą nauczycielkę.

Według mnie wakacyjny kurs językowy to świetny sposób na lato w mieście, wprawdzie trzeba wydać trochę oszczędności, ale jest na co zbierać. Może się wydawać, że nauka w wakacje to sprawa jedynie kujonów, ale taki kurs to również świetna okazja do poznania zmotywowanych ludzi (głównie młodych), pogadania, a przy okazji można się dowiedzieć czegoś nowego. Tak jak w ciągu roku szkolnego zdecydowanie preferuję naukę samodzielną, bądź w formie korepetycji jeden-na-jeden to w wakacje moim jedynym wyborem jest kurs. Dzięki niemu można świeżo spojrzeć na własne umiejętności, uzyskać opinię innej osoby na temat własnej wiedzy, sprawdzić się i przede wszystkim miło spędzić czas.

sobota, 21 lipca 2012

Pierwszoroczniacy jadą na obozy

Kolejna ciekawa rzecz związana ze studiami - obóz adaptacyjny dla studentów I roku (głównie, bo podobno zaprawieni w bojach też czasem jeżdżą). Impreza nazywa się Campus Akademicki - jest to tydzień na przełomie sierpnia i września spędzony w Solinie (Bieszczady), całość kosztuje tylko 545 zł (w cenie jest wyżywienie, pokój, warsztaty, szkolenia, koncerty, kabarety) + koszty dojazdu. Z niektórych miast dostępny jest dojazd zorganizowany, z innych trzeba dojeżdżać na własną rękę. 

Istotę wyjazdu najlepiej oddaje tekst zamieszczony na oficjalnej stronie:


Dlaczego warto wziąć w nim udział

ocampusie03_.jpg
Jest kilka powodów, dla których warto wziąć udział w Campusie Akademickim - Solina:
  1. Dużo wcześniej dowiesz się wszystkich rzeczy, o które później wszyscy pytają w sekretariatach i na korytarzach.
  2. Poznasz strukturę swojej uczelni i będziesz wiedzieć, do kogo zwrócić się w razie kłopotów.
  3. Nauczysz się, jak opanować stres przed egzaminami i jak skuteczniej uczyć się do sesji.
  4. Będziesz wiedzieć, do kogo należy skierować podanie o akademik, do kogo o przedłużenie sesji, a do kogo o stypendium.
  5. Uzyskasz odpowiedzi na wszystkie inne pytania, które Cię nurtują, a które nie bardzo wiesz komu powinienieś zadać.
  6. Ale przede wszystkim, poznasz wielu znajomych, z którymi łatwiej będzie zacząć studia i spędzisz naprawdę niezapomniany tydzień. 

Co będzie się działo na Campusie:


Każdy dzień Campusu wypełniony jest warsztatami, szkoleniami, zawodami sportowymi i spotkaniami uczelnianymi, w których udział wprawdzie jest nieobowiązkowy, jednak jak najbardyiej zalecany. Każdy wieczór na Campusie to oczywiście Integracja - przez duże "I", czyli: koncerty, imprezy, występy kabaretów, impreza w pianie, ognisko.

W trakcie trwania obozu uczestnicy będą mogli korzystać ze wszystkich obiektów ośrodka m.in.:
  • kryty basen (25 m - dostępny bezpłatnie),
  • hala sportowa z całym dostępnym zapleczem sportowym,
  • kort tenisowy /asfaltowy/
  • siłownia,
  • sauna,
  • boiska do siatkówki, koszykówki, piłki nożnej,
  • kręgielnia,
  • klub bilardowy,
  • przystań żeglarską,
  • wypożyczalnię sprzętu wodnego (żaglówki, łódki, kajaki, rowerki wodne),
  • kąpielisko,
  • sala kinowa (250 miejsc z profesjonalnym nagłośnieniem),
  • biblioteka z czytelnią,
  • sale wykładowe,
  • dwie kawiarnie,
  • namiot estradowy (ulokowany w centrum ośrodka - 300m powierzchni),
  • sklep spożywczy,
  • kiosk z artykułami przemysłowymi (kartki i znaczki pocztowe),
  • miejsce na ognisko.

Myślę, że warto zajrzeć na tą stronę i zainteresować się wyjazdem również po to, żeby zapoznać się z tym całym studiowaniem. Ciekawą sprawą są zajęcia organizowane przez konkretne uczelnie dla swoich przyszłych studentów. Żadne zajęcia nie są obowiązkowe, ale według mnie i tak warto w nich uczestniczyć. Sama mam zamiar się wybrać, więc pewnie jeszcze o tym kiedyś wspomnę ;).

czwartek, 19 lipca 2012

Szkolenia czas zacząć!

Biorąc pod uwagę fakt ogromnie długich wakacji pomaturalnych stwierdziłam, że nie ma co tego czasu przeleżeć w słoneczku tylko trzeba brać się do roboty! W ten sposób po intensywnych poszukiwaniach w internecie znalazłam kilka ciekawych szkoleń:

EuroKobieta (klik!)
Szkolenie z zakresu podstawowych umiejętności informatycznych. Niewątpliwie warto! Choćby po to, aby udowodnić potencjalnemu pracodawcy, że potrafi się obsłużyć Excela. Ale od początku. Szkolenie przeznaczone jest dla wszystkich kobiet. Obejmuje 14 różnych przedmiotów z czego są trzy obowiązkowe (obsługa Worda, Excela, Power Pointa) i trzeba zrobić przynajmniej 2 dodatkowe, aby otrzymać certyfikat. Każdy zakończony przedmiot pojawi się na dyplomie. Szkolenie jest całkowicie bezpłatne, w całości finansowane ze środków UE. Jedyny haczyk to czas - szkolenie trzeba ukończyć w 3 miesiące. Przez ten czas można zrobić tylko minimum (5 przedmiotów), ale można również przerobić całość - wszystko zależy od potrzeb i możliwości uczestniczki. Po zakończeniu szkolenia dostajemy certyfikat z UE oraz dyplom po polsku. Na szkoleniu zdarzają się rzeczy infantylne, ale również takie przy których trzeba przysiąść i pomyśleć. Aby zaliczyć przedmiot trzeba zdać test końcowy (test wyboru) na minimum 50%, do dyspozycji mamy trzy podejścia.

Akademia PARP (klik!)
Również polecam, ale bardziej ze względu na własne potrzeby niż pod kątem patrzenia na wpis do CV. Dlaczego? Otóż są to szkolenia przygotowane dla osób posiadających lub mających zamiar otworzyć własną firmę. Dlatego znajdziemy tutaj głównie materiał pomagający nam zrozumieć jak działa przedsiębiorstwo. Szkolenia są dla prawie wszystkich (trzeba mieć lub chcieć mieć firmę), całkowicie bezpłatne jednakże certyfikaty wydawane są jedynie dla osób, które już mają własne przedsiębiorstwo (cała reszta może je sobie co najwyżej wydrukować). Jeśli ktoś szuka (tak jak ja) szkolenia pod kątem samorozwoju to radzę raczej się skupić na tych z zakresu "umiejętności menedżerskich i osobistych" i "marketing i sprzedaż". W całości Akademia oferuje 34 szkolenia internetowe oraz kilka gier rozwijających umiejętności. Wszystko oczywiście bezpłatne.

NBPortal (klik!)
Bezpłatne szkolenia internetowe z zakresu ekonomii. Dostępne dla wszystkich. Certyfikaty wysyłają wszystkim uczestnikom. Kursy są na dobrym poziomie, świetne dla osób nieobeznanych w świecie pieniądza. Polecam zagłębić się nie tylko w kursy, ale przejrzeć również resztę portalu, bo naprawdę warto.

Dodatkowo zainteresowałam się kursem języka angielskiego biznesowego w Bielsku-Białej. Całość jest darmowa, fundowana przez UE i kończy się egzaminem TOEIC. Bardzo mam ochotę wziąć udział w czymś takim, mimo że to kawałek do przejechania. Najbliższa edycja to niestety dopiero 2013 rok.

Kolejne szkolenie również dotyczy języków - kurs AIESEC w Katowicach prowadzony przez native'ów danego języka. Najbardziej interesowałby mnie niemiecki bądź hiszpański. Całość kosztuje 100 zł, trwa 4 tygodnie i odbywa się na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Najbliższa edycja ma się odbyć już w październiku, trzeba czekać.

Wciąż szukam kolejnych okazji!


niedziela, 15 lipca 2012

Kiedy to wszystko się zaczęło...

Od października podejmuję się realizacji planu dla wielu osób niemożliwego - studiowanie na dwóch kierunkach dziennie od pierwszego roku. Tak, tak, wiem co sobie myślicie - że oszalałam, że nie wiem co robię, że na pewno zrezygnuję, albo że nie zaliczę nawet pierwszego semestru. Jeśli rzeczywiście mi się nie uda tego ciągnąć - szkoda, biorę się tylko za inżynierię. Ale jednak po cichu mam nadzieję, że dam radę i sobie poradzę.

Najbardziej obawiam się braku wyrozumiałości i zrozumienia ze strony wykładowców. Z tego powodu już od pierwszego roku mam zamiar starać się o ITS albo chociaż o IOS. Dzięki temu nie powinnam mieć takim problemów z byciem w dwóch miejscach równocześnie.

Ale nie ma co się martwić na zapas. Przede mną jeszcze 2,5 miesiąca wakacji, pytanie co ja chce z tym zrobić? Przede wszystkim aktywnie poszukuję pracy (infopraca.pl, pracuj.pl, praca.pl), w lipcu chodzę na kurs hiszpańskiego do Empiku, zainteresowałam się wolontariatem (mam zamiar podzwonić po domach dziecka i fundacjach) oraz biorę się za wszelkie dostępne szkolenia. O wszystkim mam zamiar napisać wkrótce.

Może rzeczywiście oszalałam? Tego nie wiem, ale jestem przekonana, że tego właśnie chcę!